WIELKI KUFER

Monika Laskowska

Tag: Porady (page 2 of 5)

Co zabrać do szpitala na operację?

Jeszcze dwa tygodnie temu spędzałam aktywnie czas na Mazurach. Nic nie wskazywało na to, że tydzień później nie będę mogła już chodzić, a dwa tygodnie później będę już po złożonej operacji kolana. Tak niestety czasem bywa, życie jest przewrotne, trzeba to zaakceptować.

Na spakowanie się do szpitala miałam zaledwie kilka godzin, wszystko stało się tak nagle i jedyne o czym myślałam, to jak czas mojej nieobecności zniesie moja 13 miesięczna córka. Nigdy dotąd nie rozstawałyśmy się na dłużej niż 1 dzień, tutaj czekało mnie aż tygodniowe rozstanie. Okazało się jednak, że mąż i teściowie sprawują świetną opiekę nad Agatką i chyba tylko ja przeżywam kryzys.

Dziś chcę ci napisać o czym warto pamiętać idąc do szpitala na operację. Czego nie możesz zapomnieć a co jest niepotrzebne. Nie przedłużając – zapraszam do lektury.

O czym nie można zapomnieć idąc do szpitala?

Przede wszystkim musisz mieć dowód osobistyinne dokumenty, które wydał ci poprzedni lekarz. Ja oprócz dowodu  miałam płytę z nagraniem z badania rezonansem magnetycznym. Lekarze przed zabiegiem często chcą zapoznać się z dokumentacją medyczną, a dowód jest niezbędny, aby założyć kartę na SOR i przyjąć cię na oddział.

Oprócz tego nie zapomnij o tak ważnych rzeczach jak piżama (w przypadku operacji nóg lepiej sprawdza się koszula nocna). Ja wzięłam 3 komplety, aby zmieniać ją codziennie. W międzyczasie ktoś z rodziny może przeprać tą już używaną. Poza tym klapki, ręcznik i kosmetyczka z przyborami. Oprócz mydła, szamponu, grzebienia, pasty i szczoteczki do zębów wzięłam też suchy szampon, chusteczki nawilżane i te do higieny intymnej. Po zabiegu przynajmniej przez przez dobę lub dwie nie ma możliwości samodzielnego skorzystania z toalety. Takie gadżety są niezastąpione i pomagają odświeżyć się w potrzebie. Przydają się też woda termalna albo tonik w butelce z atomizerem, gumka do włosów, lusterko i bibułki matujące. Moje must have to także antyperspirant i delikatna woda toaletowa. Tym razem postawiłam na zapach The Vert z Yves Rocher. Do torby wrzuciłam też żel antybakteryjny o zapachu grapefruita z The Body Shop. Uważam, że to był strzał w 10! Czuję się komfortowo, wiem, że mam czyste ręce, a cierpki zapach grapefruita działa pobudzająco.

Z akcesoriów kuchennych wzięłam talerz, kubek, ścierkę i sztućce. Te przedmioty zawsze się przydają. Dodatkowo niezastąpiona jest rolka papieru kuchennego i pudełko chusteczek higienicznych. Nie można zapomnieć też o butelkach z wodą. Najlepiej sprawdzą się te małe – 0,5 – 0,75 litrowe z dziubkiem. Taką wodę w swojej ofercie ma Nałęczowianka Sport. Leżąc w łóżku łatwiej pije się z takiej butelki i nic się nie rozlewa. W mojej torbie znalazłam miejsce na ulubioną przekąskę. Zabrałam Talarki od Lajkonika i świąteczne choinki z ciasta francuskiego Tago. Wiem, że może to nie najlepszy pomysł, ale w chwili kryzysu kilka gryzów nie zaszkodzi. Do walizki zapakowałam też kubek termiczny i kilka saszetek z herbatą. Okazało się hitem! Ktokolwiek mnie odwiedza może zrobić mi ciepłą herbatę, a mój kubek od firmy Termite trzyma ciepło ponad 12 h. Ciepły napój mam więc i w nocy i w dzień. Nie muszę prosić pielęgniarek o pomoc, jestem w tej kwestii niezależna, co daje mi bardzo duży komfort.

Warto zabrać też coś do czytania lub słuchania. Ja zdecydowałam się zabrać książkę Tomka Tomczyka Bloger i Social Media oraz magazyn Hipoalergiczni. Po operacji mąż dowiózł mi laptopa, abym mogła być bliżej was. Wieczorami słucham muzyki z Youtube lub oglądam film na Netflix. Warto zabrać słuchawki oraz stopery do uszu, bo nigdy nie wiadomo czy nie będziemy mieć chrapiącego sąsiada na sali :). Warto również zabrać ze sobą ładowarkę do telefonu. To chyba tyle z rzeczy must have w szpitalu. A co się nie przydaje?

Czego nie zabierać do szpitala?

Ubranie oraz buty i kurtkę oddałam mężowi już w szatni. Te rzeczy będą mi potrzebne dopiero w dniu wypisu, więc mąż przyjeżdżając po mnie, zabierze kurtkę, buty i ubranie dla mnie. Nie warto też brać ze sobą dużej ilości gotówki czy kart kredytowych. Sale na oddziałach są pootwierane i niepotrzebnie możemy kusić złodziei. Obrączkę i pierścionki także zostawiłam w domu. Na czas operacji trzeba zdjąć biżuterię, a położona gdzieś do szpitalnej szafki, może nam zaginąć. Nie warto zabierać specjalnie nic do jedzenia. Rodzina i tak nam coś przyniesie, a rzeczy, które łatwo się psują, trzeba szybko jeść. Na oddziałach są lodówki dla pacjentów, ale po operacji kolana i tak z niej nie korzystam.

Jakie ty masz doświadczenia w tym temacie? Co jeszcze dodałbyś/dodałabyś do listy?

Uratowałam życie człowiekowi – ty też możesz!

Przed nami 1 listopada. Czas odwiedzin bliskich zmarłych na cmentarzach. A czy zastanawiałeś się ile z tych osób nadal żyłoby, gdyby pierwsza pomoc przyszła na czas?

Już w podstawówce uczono mnie jak reagować w przypadku wypadku. Jak nieść pierwszą pomoc, gdzie zadzwonić. Potem było harcerstwo i ćwiczenia na fantomach. Dla własnej wygody zrobiłam kurs pierwszej pomocy, bo nigdy nie wiadomo kiedy taka umiejętność się przyda. I przydała się, po latach kiedy to właśnie późną jesienią szłam ulicami starówki w Gdańsku. Zauważyłam starszego mężczyznę, który kurczowo trzymał się poręczy.

Czytaj dalej

Jak segregować śmieci, mieszkając w bloku.

Temat segregacji śmieci budzi wiele kontrowersji. Jedni są pro i robią wszystko, aby śmieci trafiały do określonych kontenerów. Innym wydaje się, że to przysłowiowy pic na wodę, bo i tak śmieci są potem mieszane i wywożone na jedno składowisko. Tak czy inaczej uważam, że segregacja śmieci to nie tylko dzielenie odpadów na te suche i mokre czy plastik, szkło, papier. To przede wszystkim nauka utrzymywania porządku, życia w zgodzie z zasadami, w pewnych określonych ramach.

Jestem jak najbardziej za segregacją i głęboko wierzę w to, że dzięki temu świat jest bardziej uporządkowany, a my od najmłodszych lat uczymy się dobrych zasad. Kiedy kupiliśmy z mężem mieszkanie, zastanawiałam się jak pogodzić dbanie o środowisko z małym metrażem. Wcześniej mieszkaliśmy w domu jednorodzinnym z ogrodem, więc temat segregacji był mocno uproszczony. Oddzielne kubły stały w szczycie domu i to właśnie do nich wrzucaliśmy szkło, metal, papier czy plastik. Raz na jakiś czas służby zabierały określone odpady. Przeprowadzka do bloku wydawała się komplikować sprawy segregacji. Niesłusznie!

Na naszym nowym osiedlu segregacja śmieci jest na porządku dziennym. W każdym bloku jest duże pomieszczenie – śmietnik, a tak kilka kontenerów w odpowiednich kolorach, z napisami: szkło, plastik, papier, odpady zmieszane. Pozostała tylko sprawa segregacji odpadów w mieszkaniu. Tu z pomocą przyszła nam IKEA i jej świetnie przemyślany system sortowania odpadów. Zdecydowaliśmy się zakupić 3 pojemniki VARIERA.

Na plastik, którego jest najwięcej przeznaczyliśmy kosz o pojemności 18 l, na szkło, metal i papier mniejsze – 11 litrowe. Koszt takiego pojemnika to odpowiednio 19,99 i 14,99 więc niewielki. Na śmieci spożywcze (mokre) i inne, które nie kwalifikują się do segregacji, mamy zbiorczy kosz. Pod zlewem mamy więc ustawiony kosz na odpady mokre i te inne, obok na plastik. Za nimi na papier i ostatni na szkło i metal razem. Jest to bardzo wygodne, ponieważ nie trzeba nigdzie chodzić by wyrzucić butelkę czy słoik. Jest też higieniczne, bo pojemniki są wykonane z solidnego plastiku. Łatwo je utrzymać w czystości. Kosze opróżniamy raz na tydzień lub częściej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wrzucamy je do określonych kontenerów w dużym ogólnym śmietniku.

Jestem zadowolona z takiej formy segregacji odpadów w mieszkaniu. Mimo niewielkiego metrażu wszystko mieści nam się pod zlewem, jest higienicznie i wygodnie. Zastanawiam się też nad kompostowaniem odpadów spożywczych, ale muszę bardziej wgłębić się w temat.

A ty segregujesz śmieci  w domu? W jaki sposób?

Złodzieje czasu. Jak sobie z nimi radzić?

Każdy z nas ma do dyspozycji tyle samo czasu. Nikt w tej kwestii nie został poszkodowany czy wyróżniony. 24 godziny na dobę dla każdego, do wykorzystania dobrze lub źle. To od nas samych zależy jak spożytkujemy te cenne godziny, minuty, sekundy. Niestety kiedyś bardzo często sama łapałam się na tym, że dzień minął mi bezproduktywne, bo Internet, zakupy, bo serial w telewizji. Dziś jest inaczej. Żyję ze świadomością, że mam tylko jedno życie i warto każdy dzień wykorzystać maksymalnie, bo nikt mi nie zwróci tych niewykorzystanych chwil. Trochę to trwało zanim przeorganizowałam swoje życie i czas, by wykorzystywać czas z pożytkiem dla siebie i rodziny, by każdego dnia wnosić do życia jak najwięcej. Rozprawiłam się ze złodziejami czasu. Nie jest co prawda jeszcze idealnie. Potykam się, bo jestem tylko człowiekiem i czasem mam słabszy dzień jak każdy z nas. Mimo wszystko uważam jednak, że jestem już po tej zwycięskiej stronie i dlatego chcę namówić cię do tego samego, abyś przyjrzał/a się swojej codziennej aktywności, temu jak spędzasz czas w pracy i domu, jak wykorzystujesz weekendy.

Złodzieje czasu to dla mnie czynności, które nie przynoszą żadnych korzyści dla mnie czy najbliższych. Zabierają cenne minuty z mojego życia, nie dając nic w zamian. Dla mnie to przede wszystkim:

  1. Telewizja.

    Od dawna nie ma w niej nic ciekawego. W święta czy weekendy są same powtórki. W Wiadomościach przez kilka dni można usłyszeć podobne informacje, podrasowane o najnowsze newsy, nic nie wnoszące do sprawy. Seriale tasiemce lub te z innych kontynentów gdzie zdrada i miłość są głównymi wątkami przez większość odcinka. Dla zabicia czasu zawsze się coś znajdzie, ale ja czasu nie zabijam, bo ciągle jest coś ciekawszego do zrobienia. Nie twierdzę, że telewizji nie oglądam wcale. Czasem zdarza mi się obejrzeć dobry film dokumentalny czy przyrodniczy, program Jeden z Dziesięciu czy Sprawę dla Reportera. Serialowa nie jestem i chyba nigdy nie byłam wielką fanką seriali. Telewizor mam, choć równie dobrze mogłabym na jego miejscu powiesić jakiś piękny obraz. Nie mogłabym natomiast żyć bez radia. Jeśli czujesz, że telewizja ma duży wpływ na to jak spędzasz czas i operujesz pilotem bezwiednie, a potem masz wyrzuty sumienia, że znów zawaliłeś/aś, spróbuj tak planować dzień, aby włączać telewizor tylko wtedy gdy leci coś co naprawdę cię interesuje. Nie siedź bezczynnie podczas reklam. To aż 15 minut, które można fajnie wykorzystać. Weź prysznic, zrób kolację, idź z psem na szybki spacer. Odhaczysz dzięki temu drobne obowiązki, które i tak musisz wykonać. Nie stracisz też wątku w filmie więc zysk będzie podwójny.

  2. Internet.

    I tu mam zdanie nieco podzielone, bo Internet daje nam wiele dobrego, ale też niestety kradnie cenny czas. Pisząc o nim jako o złodzieju czasu mam na myśli wszelkie portale plotkarskie oraz społecznościowe, które bardzo łatwo wciągają w dyskusję w różnych grupach. Na Pudelka i inne Białe Kozaczki nie zaglądam wcale. Nie interesują mnie afery gwiazd Hollywood czy nowy partner Dody. Mam swoje życie. Natomiast sporo czasu zajęło mi zrezygnowanie z brania udziału w dyskusjach w grupach na Facebooku. Uważam tą stronę za wspaniałe źródło kontaktów międzyludzkich, super miejsce do promowania siebie i biznesu. Tylko trzeba umieć korzystać z Facebooka z umiarem. Wciąganie się w bezsensowne dyskusje w grupach nic wartościowego nie wniosą w moje życie i życie najbliższych. Czas natomiast na „fejsie” płynie z zawrotną prędkością. Niby tylko chcemy komuś odpowiedzieć, doradzić gdy pyta. A potem zaglądamy co chwilę, sprawdzając czy ktoś odpowiedział na nasz komentarz. Chcąc odzyskać czas opuściłam wiele grup, do których kiedyś się zapisałam. Jeśli ty także chcesz zrezygnować z wciągania się w bezsensowne rozmowy zobacz jakie strony polubiłeś/aś. Możesz to zrobić wpisując facebook.com/imięinazwisko/likes. Oczywiście w imię i nazwisko wpisujesz dane na jakie jesteś zalogowany na FB. Zrób w tej kategorii porządek, odhacz te strony, które najbardziej mieszają w twoim codziennym życiu. A jeśli totalnie chcesz zrezygnować z bezproduktywnego scrollowania, zrezygnuj z facebookowej ściany za pomocą narzędzia o nazwie News Feed Eradicator.

  3. Czytanie książek.

    Pewnie złapiesz się za głowę po przeczytaniu poprzedniego zdania. Spokojnie! Czytania ogólnie nie uważam za złodzieja czasu. Uważam natomiast że złodziejem czasu jest czytanie książek, które od samego początku nam nie przypadły do gustu. Czasem spotykam osoby, które gdy zaczną czytać, czytają do końca. Nie ważne, że książka jest zupełnie nie w ich stylu i okropnie się przy tym męczą. Cel musi zostać osiągnięty. Ja działam inaczej. Jeśli książka po którą sięgam, nie jest w moim typie i męczy mnie jej czytanie, zostawiam ją. Nie męczę strona po stronie, bo wypada, bo książka jest modna i warto ją przeczytać. Czytanie ma być przyjemnością i tego się trzymam. Jeśli coś w lekturze mnie uwiera, nie brnę dalej.

  4. Brak dobrej organizacji.

    Uważam się za osobę dobrze zorganizowaną, chociaż zdarzają mi się wpadki. Lubię działać według planu. Często robię notatki i listy „must to do”. Dzięki temu wiem jak rozplanować dzień, co po czym zrobić. Niestety znam wiele osób, które działają bez planu. Są słabo zorganizowane, spóźniają się, zapominają. Tym zachowaniem nie tylko nie szanują swojego czasu, ale także mojego czy kogokolwiek z kim współpracują, spotykają się. Brak organizacji to okropny pożeracz czasu. Sklecanie planu działania naprędce często kończy się fiaskiem, bo zapominamy o tym i o tamtym. Dlatego lepiej rano lub poprzedniego dnia usiąść i zapisać lub chociaż ułożyć w głowie plan, według którego przyjdzie nam działać w kolejnym dniu. Jeśli łapiesz się na tym, że działasz w biegu, zacznij planować. Zapisz na kartce rzeczy, które musisz lub chcesz zrobić. Działaj blokami. Jeśli w centrum miasta musisz iść do banku, zrób także zakupy i oddaj książki do biblioteki. Robienie kilku rzeczy za jednym zamachem spowoduje, że będziesz mieć więcej chwil dla siebie i nie będziesz tracić czasu na jeżdżenie w kółko i załatwianie po jednej sprawie.

  5. Obijanie się i odkładanie na jutro.

    Nie raz miałam słabszy dzień i wałęsałam się po domu w  dresie. Ogólnie jednak unikam jak ognia takiego marnotrawienia czasu, bo zwyczajnie szkoda mi dnia. Chodzenie po domu bez celu czy bezsensowne przeglądanie stron internetowych w telefonie pod pozorem bycia zajętym to zwykła przykrywka. Jeśli masz pracować – pracuj, masz napisać referat – pisz nawet wtedy, gdy opuściła cię wena. Po 45 minutach zrób chwilę przerwy, ale idź do przodu, aby szybciej ukończyć zadanie. Odkładanie na jutro nie spowoduje, że będziemy mieć mniej na głowie. Wręcz przeciwnie, obowiązki nawarstwią się i będzie jeszcze więcej do zrobienia.To wcale nie sprzyja kreatywności, a wyzwala nerwową atmosferę i poczucie winy. Jeśli zdarza ci się snuć bezczynnie po domu albo zaczynasz pracę, ale co chwilę coś lub ktoś cię dekoncentruje, zamknij drzwi od pokoju i ustaw minutnik na 45 minut. Niech to będzie tylko twój święty czas na pracę. Pracuj jednak uczciwie, nie zaglądaj do telefonu czy przez okno. Pracuj! Zobaczysz, że szybko się wciągniesz i praca pójdzie jak po maśle.

Czy widzisz siebie w którejś z powyższych sytuacji? Co dla ciebie jest złodziejem czasu? Zapraszam do dyskusji.

Gdzie kupić piękne ale niedrogie ozdoby wielkanocne? Zobacz moje propozycje

Święta Wielkiej Nocy już tuż tuż. Warto pomyśleć o ozdobach, by nadać mieszkaniu lekkości i nacieszyć oko. Specjalnie dla was wybrałam się w teren w poszukiwaniu pięknych ozdób! Postawiłam sobie jeden cel – ozdoby wielkanocne muszą być ładne, ale niedrogie. To nie sztuka wydać dużo na zająca czy jajka. Sztuką jest udekorować mieszkanie za grosze. Zapraszam na dalszą część postu!

Mieszkam w Gdyni. Odwiedziłam Tiger, Pepco, Rossmann. Zobacz co znalazłam.

TIGER

Tu jak zawsze zakupy będą udane. Wielkanoc w Tigerze to futrzaste baranki, cotton balls w kształcie jajek, drewniane i ceramiczne ozdoby. Ceny są bardzo przystępne, od 8 zł za drewniane jajka, przez baranki z futerkiem po 15 zł. Jajeczne cotton balls kosztowały bodajże 25 zł.

PEPCO

Uwielbiam Pepco, bo jest dużo tańsze od sklepów typu A’Tab, Home&You, Duka a asortymentem i jakością nie pozostaje w tyle. W Pepco można nabyć ozdoby wielkanocne na patyku, styropianowe jajeczka, drewniane zajączki oraz zestawy do wykonania ozdób samodzielnie w domu.

ROSSMANN

Rossmann także proponuje wielkanocne dodatki. Porcelanowa kurka skradła moje serce, ale można też nabyć wielkanocne wianki, puchate kurczaczki, porcelanowe zające i motyle. Rossmann proponuje także szereg artykułów do samodzielnego wykonania ozdób – wielkanocne zestawy kreatywne można kupić już za 24,99, a ozdobna trawa była w cenie 4,99. Niedrogo, prawda?

 

Znalezione przeze mnie ozdoby są ładne, ale niedrogie. Są dobrze wykonane i posłużą kilka lat. Jak wam się podobają? A wy gdzie kupujecie ozdoby na święta Wielkanocne i Boże Narodzenie? Podzielcie się w komentarzu!

Nie zostawiaj marzeń na później, bo później może nigdy nie nastąpić #eksperymentujesz

Chyba wszyscy mamy marzenia. Różne… Jedni duże, inni małe i bardzo przyziemne. Ja też marzę, a ostatnio uświadomiłam sobie jak bardzo krzywdzące i głupie jest odkładanie marzeń na potem. Na potem czyli na kiedy? Najprawdopodobniej na nigdy. bo zawsze znajdzie się coś, co nam te marzenia zabierze czy przysłoni.

Zazwyczaj na drodze do spełnienia marzeń stają finanse, a raczej ich brak. Najczęściej rozchodzi się o kasę, bo właściwie zawsze bierze ona udział. Marzy mi się wyjazd w ciepłe kraje, ale nie mam pieniędzy, marzy mi się nowy telefon, ale portfel świeci pustkami itp. Kolejną barierą jest czas – chcę zmienić pracę, ale nie mam czasu na kurs podnoszący kwalifikacje, chciałabym napisać książkę, ale nie mam na to czasu. Tak sobie myślę, że w spełnianiu marzeń miesza też lenistwo: nie chce mi się, nie teraz, pomyślę o tym później, a także lęk przed nieznanym: a co będzie jak spełnienie planów nie przyniesie zamierzonych rezultatów, jak coś pójdzie nie tak?

Dlaczego o tym piszę? Bo sama byłam do niedawna w podobnej sytuacji i blokowałam się przed spełnieniem 2 marzeń. Jedno już spełniłam i czuję się fantastycznie, a z drugiej strony jestem zła, ze dopiero teraz podjęłam tą decyzję. Drugie marzenie jest na dobrej drodze do realizacji, bo postanowiłam zaryzykować, by osiągnąć to, czego innym zazdroszczę. O czym mowa? Przeczytasz w dalszej części postu.

Mój blog w tym roku w styczniu skończył 5 lat, ale już na pewno od roku jak nie od dwóch marzył mi się jego profesjonalny wygląd. Wiecie, taki blog wizytówka, minimalistyczny ale profesjonalny, dobrze reprezentujący mnie jako blogerkę oraz to czym się zajmuję ( warsztaty tworzenia naturalnych kosmetyków). Wiedziałam, że WordPress może mi to zagwarantować, bo ma dużo większe możliwości niż Blogspot, na którym 5 lat temu bloga zakładałam.  Z zazdrością przeglądałam blogi innych i wzdychałam do ekranu, bo ja też chciałabym mieć taki profesjonalny szablon, takie rozmieszczenie itp. Co stawało na przeszkodzie? Po części finanse (hosting itp), ale głównie obawa, że dotychczasowa strona straci, że posty się rozjadą, komentarze znikną. Kręciłam się w kółko, bo chciałam, ale się bałam. Nie patrzyłam przyszłościowo, że blog dzięki temu zyska w oczach czytelników i firm, że mogę zyskać nowe zlecenia, pozyskać nowych czytelników, zwiększyć ruch na stronie. Żyłam przeszłością, bo stary post o masce do włosów się rozjedzie i stracę komentarze na temat szamponu sprzed 3 lat. Teraz wydaje mi się to strasznie śmieszne, ale tak było. Czułam się sfrustrowana i miałam coraz mniej ochoty na pisanie postów. A wystarczył jeden krok i byłoby tak jak chciałam. Tak minęły prawie dwa lata, aż w końcu któregoś dnia postanowiłam że dziś podejmuję decyzję. Postawiłam na TAK i podczas spotkania z Kasią (innooka.pl) wypytałam o wszystko co budziło mój niepokój w tym temacie. Kasia już kilka lat wcześniej podjęła decyzję o migracji na WordPress, więc mogła odpowiedzieć na wszystkie moje pytania. Kasiu, serdecznie ci dziękuję! Doszłam do wniosku, że czytelnicy głównie odwiedzają bloga i czytają świeże posty, rzadziej zagłębiają się w archiwum, że komentarze także nie są najistotniejszą rzeczą na świecie. Liczy się to co dopiero stworzę, moje nowe pomysły, nie przeszłość. Poza tym stała przede mną wizja nowego świeżego bloga, wiec nawet gdyby stare komentarze miały zniknąć, to chyba gra jest warta świeczki. I tak oto w przeciągu kilku dni powitałam moją nową stronę na WordPressie. Stare posty są do dopracowania, część komentarzy zniknęła, ale to nie ważne. Jestem dumna, że podjęłam tą decyzję, bo lubię swoją nową stronę, jestem z niej bardzo zadowolona i wiem, że jest teraz moją wizytówką. Do spełnienia marzenia o nowej stronie wystarczyła jedna decyzja, ogromnie się cieszę, że ją podjęłam. Jestem niestety też zła na siebie, że tak późno się za to zabrałam, bo gdybym tak rok temu lub dwa… Nie ma jednak co patrzeć  wstecz, mam nauczkę na przyszłość, by zbyt długo nie rozmyślać tylko iść za ciosem i spełniać marzenia.

Drugi temat także jest związany z blogowaniem, a dokładniej z obróbką zdjęć. Uwielbiam patrzeć na piękne zdjęcia, kto nie lubi… Ale niestety zawsze wydawało mi się, że nie mam takich zdolności i na pewno nie opanuję żadnego z profesjonalnych programów do obróbki zdjęć. I znów jak w poprzednim przykładzie jest marzenie i są obawy, bo na pewno mi się nie uda, bo nie mam zdolności. Od dawna marzył mi się Photoshop i opanowanie go w takim stopniu, by samodzielnie obrabiać zdjęcia na bloga i do rodzinnego albumu. Zawsze jednak miałam do siebie zbyt krytyczne podejście, że na pewno mi się nie uda, bo to wyższa szkoła jazdy. Do tego zawsze narzekałam na brak wystarczającej ilości czasu i brak finansów na tego typu wydatki. Jednak pojawiła się możliwość spożytkowania pewnej sumy pieniędzy, którą mogłabym przeznaczyć na dowolny cel. Jako, że wprowadziłam minimalistyczne podejście do tematu zakupów ubrań i kosmetyków, kupowaniem nowej sukienki czy perfum uznałam za nieatrakcyjne. Szukałam celu, na który mogłabym przeznaczyć te kilka groszy by zainwestować, pomnożyć, zyskać coś więcej niż kolejny wieszak w szafie. Na pomysł kursu Photoshopa i zakupu programu namówił mnie mąż. Z początku uznałam, że to żart, no bo ja i Photoshop… Potem jednak zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać. Kurczę, dlaczego by nie spróbować, przecież wszystko jest dla ludzi, na pewno i mnie się uda. Stanęłam przed szansą i mam zamiar z niej skorzystać.

Jak sami widzicie na moim przykładzie, nie ma co odkładać marzeń na potem, lepiej od razu je spełniać. Ja żałuję, że tak długo zwlekałam z przeniesieniem bloga i nowym szablonem. Wiem też, że warto bardziej w siebie wierzyć i  nie zamykać się na nowe możliwości. Nawet jeśli brakuje nam środków czy czasu. Można przecież małymi krokami dążyć do celu, by ostatecznie go osiągnąć. Marzenia są przecież po to by je spełniać, prawda?

A jak jest u was? Spełniliście ostatnio jakieś swoje marzenie?

Czy ty też jesteś uzależniony/a od zakupów? Moje 5 sprawdzonych sposobów jak nie wydać za dużo na zakupach

Jestem uzależniona od kupowania… Te słowa pojawiają się najczęściej w wyszukiwarce po wpisaniu słów „jestem uzależniona”. To przerażające, bo zawsze wydawało mi się, że to alkoholizm a nie zakupy, wiodą niechlubny prym w nałogach. Po dłuższym zastanowieniu się dochodzę jednak do wniosku, że o nałóg kupowania nie trudno w dzisiejszych czasach.
Kiedyś to styczeń i lipiec były miesiącami wyprzedaży, teraz w czasach outletów i potężnej ilości galerii handlowych przez cały bardzo łatwo skusić się na zakupy. Całoroczne wyprzedaże drzwiami i oknami przedzierają się do nas i kuszą, nęcą by wydać tu złotówkę a tam dwie. Wyprzedaże minus 50,70 a nawet 90%, 2 w cenie 1 lub dodatkowe prezenty za zakupy. Wychodzisz do sklepu jedynie po rajstopy a wracasz ze swetrem, rajstopami, biustonoszem i kolejną białą koszulą. No bo nie mogłaś przejść obojętnie obok takich promocji. Tłumaczysz to sobie dobrą okazją, czujesz satysfakcję, że oto stoisz na wygranej pozycji, bo zaoszczędziłaś 100 czy 200 złotych. Przecież gdybyś kupiła te rzeczy poza wyprzedażą na pewno zapłaciłabyś dużo więcej. Cieszysz się jak głupia, bo wydaje ci się, że zrobiłaś interes roku. Wcale nie podejrzewasz, że oto padłaś ofiarą marketingowców, którzy za pomocą kilku trików zwabili cię do sklepu i zrobili wszystko żebyś zostawiła w tym, a nie innym sklepie swoją pensję. A czy zastanowiłaś się choć przez chwilę, będąc w sklepie, czy te rzeczy są ci naprawdę potrzebne? Miałaś kupić tylko rajstopy, to one były ci potrzebne, a reszta? Jestem pewna, że pozostałe zakupy poczyniłaś pod wpływem chwili, bo było trochę taniej, bo spodobała ci się aplikacja albo wzór, a tak naprawdę to kolejny sweter do kolekcji lub kolejna biała bluzka. Tak to się zaczyna… Wiem jak to działa, bo sama jeszcze jakiś czas temu dałam się na to nabrać. Chodzenie po sklepach staje się hobby, sposobem na spędzenie wolnego czasu. W jednym sklepie kupisz bluzkę, a przechodząc obok drugiego dochodzisz do wniosku, że do nowej bluzki przydałaby się nowa spódnica. Kupowanie staje się hobby, sposobem na spędzenie czasu. Z początku czujesz się wyjątkowo, masz modne ciuchy za niedużą sumę pieniędzy. Niestety to uczucie jest zgubne i krótkotrwałe. Znosisz kolejne torby i torebki z nowymi ubraniami i nawet nie odcinasz metek. Chowasz nabytki do szafy z nadzieją, że oto już jutro skomponujesz z nich nową stylizację. Najczęściej jednak nie masz na to czasu, nowości znikają w czeluściach szafy, a ty przy najbliższej okazji znów buszujesz po sklepach w poszukiwaniu nowej bluzki czy spódnicy. Poczucie wyjątkowości przeradza się w uczucie – muszę mieć nowe ciuchy by czuć się wyjątkowo. Bez kolejnych  zakupów czujesz się beznadziejnie, bo przecież nie masz się w co ubrać. I już 10-tego po otrzymaniu pensji urywasz się z pracy by pobuszować w sklepie. Koło się zamyka, ubrań jest coraz więcej, ty czujesz się coraz bardziej przygnębiona, bo czujesz , że musisz znów coś kupić by czuć się dobrze. Pieniądze rozchodzą się nawet nie wiesz dokładnie gdzie i kiedy.

Jak się od tego ustrzec?

1. Idąc na zakupy dokładnie określ cel swojej podróży. Ustal gdzie i jakie dokładnie chcesz kupić produkty. Unikaj wałęsania się po galerii bez celu. Zawsze znajdzie się dobry argument by wydać pieniądze na kolejny sweter.

2. Określ ile dokładnie pieniędzy chcesz przeznaczyć na zakupy. Nie bierz zbytniej nadwyżki gotówki by nie kusiło cię, aby wydać więcej. Karty kredytowe lepiej zostaw w domu, albo ustal na nich limit.

3. Zawsze zachowuj paragony i nie odcinaj metek zanim nie będziesz w 100% pewna, że chcesz daną rzecz zatrzymać. W ten sposób masz możliwość zwrócić niechciany przedmiot  do sklepu i odzyskać pieniądze.

4. Przed wyjściem na zakupy dokładnie przejrzyj szafę i zastanów się czego ewentualnie ci brakuje. Może któraś rzecz uległa zniszczeniu, pojawiły sęe w niej dziury lub plamy? Zapisz na liście jakie rzeczy są ci potrzebne w pierwszej kolejności.

5. Nie kupuj rzeczy, których nie masz z czym zestawić. Kupuj albo kompletami, albo rzeczy bardziej uniwersalne, które założysz do wielu rzeczy. Bardzo charakterystyczna bluzka w jaskrawe wzory pewnie większość swojego życia spędzi w szafie, bo nie będziesz miała z czym jej nosić. Wydanych na nią pieniędzy nikt ci jednak nie zwróci.

To moje 5 najważniejszych rad jak nie stracić głowy w sklepach. A jakie są wasze wskazówki jak nie pójść z torbami podczas zakupów?

Czytaj dalej

Domowe naturalne sposoby na przeziębienie

Okres zimowo-wiosenny to ciągłe wahania temperatur i zmiany pogody. Ubrani jeszcze w zimowe płaszcze, czapki i szaliki wychodzimy na dwór gdzie zaskakuje nas ciepłe przedwiosenne powietrze. Temperatura +5, +10 stopni jest bardzo zdradliwa. Szybko możemy się zgrzać, a rozpinając płaszcz, chłodny jeszcze wiatr szybko schładza ciało. Przedwiośnie to czas przeziębień, grypy i innych chorób gardła i krtani. Jak się ustrzec przez wiosennymi wirusami? I jak szybko wyleczyć się w naturalny sposób? Zapraszam na ciąg dalszy.

Od kilku lat wystrzegam się reklamowanych specyfików z apteki na rzecz naturalnych metod wzmacniania odporności i leczenia przeziębień naturalnymi sposobami. Oczywiście nie przesadzam w żadną ze stron i gdyby zaszła potrzeba posłucham lekarza i wykupię mocniejsze leki czy antybiotyk. Jednak kiedy tylko mogę stawiam na domowe naturalne specyfiki, których wbrew pozorom jest całkiem sporo. Co ważne są też bardzo skuteczne więc warto przyjrzeć im się dokładniej.
 
Cały ten tydzień mam w domu szpital, bo choruje moja 5-miesięczna córeczka i ja.  Obie jesteśmy przeziębione i obie stosujemy naturalne metody leczenia. Agatka z racji swojego małego wieku, ja z racji przekonań i tego, że nadal karmię piersią. Córce podaję witaminę C w postaci kropli i robię inhalacje z solą fizjologiczną. Ja stosuję szerszy wachlarz specyfików.
 
Przeziębienie to choroba więc trzeba w tym czasie odpuścić część spraw i postawić na wypoczynek. Osłabiony organizm musi wypocząć, zrelaksować się i nabrać sił. Nie miej wyrzutów sumienia, że podczas przeziębienia spędzasz większość czasu przed telewizorem, zamiast odpowiadać na maile czy telefony z pracy. To ma być twój czas i masz porządnie odpocząć. Inaczej nici z lepszego samopoczucia.

Jak wzmocnić organizm by pokonać przeziębienie?

Przede wszystkim króluje u nas czosnek i do każdego posiłku serwuję sobie jeden ząbek. Czosnek to naturalny antybiotyk i jest niezastąpiony przy infekcjach wirusowych jakim jest przeziębienie. Nie przeszkadza mi zapach, kiedy jestem przeziębiona i tak siedzę w domu, więc najważniejszy jest szybki powrót do zdrowia.
 
Bardzo ważna jest witamina C i przyjmowanie sporych jej ilości podczas przeziębienia. Tu polecam naturalny sok z malin, spożywanie warzyw i owoców z dużą jej ilością np. papryki, pomidorów, kapusty kiszonej, cytrusów, kiwi.
 
Nie można zapominać o nawadnianiu organizmu. Ja do herbaty lub wody wlewam sok z czarnego bzu, który robiłam latem oraz naturalny czysty sok z malin i sok z rokitnika. Wszystkie te soki możecie zakupić w sklepach zielarskich i ze zdrową żywnością. Zwróćcie jednak uwagę, by nie był to syrop, bo ilość cukru w syropie może być większa niż ilość soku. Lepiej kupić czysty sok z tych owoców i ewentualnie samemu dosłodzić do smaku. Niezastąpiony jest też miód i imbir więc możesz popijać herbatę z cytryną, miodem i imbirem lub mleko z miodem i masłem.
 
 
 
Bardzo dobrze sprawdzają się też herbaty z lipy, malin lub mieszanki ziół, jak np. przy grypie, na odporność, przeciwkaszlowa. Tu znowu zachęcam do sprawdzenia składu, czy jest on prozdrowotny i zawiera na początku składu składniki wzmacniające odporność czy też są one gdzieś na szarym końcu.

Co na katar?

Jak mówi stare przysłowie katar leczony czy też nie zawsze trwa tydzień. Coś w tym jest, ale warto sobie pomóc by łatwiej było przetrwać ten czas. Ja podczas kataru stosuję nawilżane chusteczki dla dzieci, ponieważ nie obcierają delikatnej skóry wokół nosa jak zwykłe papierowe chusteczki. Poza tym stosuję inhalacje w inhalatorze do nebulizacji. To urządzenie, do którego wlewa się sól fizjologiczną i nakłada specjalną maseczkę. Po włączeniu ulatnia się delikatna mgiełka, którą się wdycha. Mgiełka nawilża śluzówkę i ułatwia oddychanie. Ampułki z solą fizjologiczną można zakupić w aptece.
 
 
 
Przy uporczywym katarze warto skrzydełka nosa warto smarować maścią majerankową. W aptece kosztuje grosze, a naprawdę ułatwia oddychanie.Można ją też stosować u dzieci.
 
Polecam również maści z olejkami eterycznymi. Rozgrzewają i ułatwiają oddychanie, co jest w katarze zbawienne.

A co stosować jeśli boli nas gardło?

Ja stawiam na naturalne płukanki: z soli, wody utlenionej lub ziołowe np. płucząc gardło szałwią. 
 
Przy przeziębieniu warto także kontrolować temperaturę. Osłabiony organizm może gorączkować. Ja stosuję termometr na podczerwień Diagnosis. Jego główne atuty to niewielkie rozmiary, szybkość w mierzeniu temperatury i czytelny wyświetlacz. Działa na baterie więc wystarczy go włączyć i nacisnąć przycisk SCAN. Niebieskie światło kierujemy na czoło i powoli przesuwamy po skórze. Po kilku sekundach mamy już wynik na wyświetlaczu. O tym informuje nas komunikat dźwiękowy. Tego typu termometr sprawdzi się też w przypadku dzieci, które szybko stają się niecierpliwe i gorzej znoszą przeziębienie niż dorośli.
 
To chyba wszystkie metody jakie stosuję podczas przeziębienia. Najważniejsze to dać sobie czas i wyleżeć chorobę, wspomagając się wyżej opisanymi sposobami. Jestem ciekawa jak wy leczycie przeziębienie? Czy też stawiacie na naturę czy oczekujecie szybkich reakcji i sięgacie po reklamowane specyfiki? Dajcie znać w komentarzach.

Czytaj dalej

Older posts Newer posts

© 2018 WIELKI KUFER

Theme by Wielki KuferUp ↑

Facebook