WIELKI KUFER

Monika Laskowska

Tag: inspiracje (page 1 of 2)

Co kupić na Dzień Babci i Dziadka?

Styczeń to czas kiedy jeszcze nie ochłonęliśmy po świętach i Sylwestrze, a już warto pomyśleć o Dniu Babci i Dziadka. Lepiej podejść do tematu zawczasu, bo jeśli chcemy wymyślić coś kreatywnego i niebanalnego, to nie warto tego zostawiać na ostatnią chwilę. Oczywiście można kupić pudełko czekoladek czy kwiaty, albo kubek czy poduszkę z wydrukowanym naszym zdjęciem. Jednak ja staram się zawsze wymyślić coś innego, niespotykanego. Po przeczytaniu książki Rzeczozmęczenie dochodzę do wniosku, że najlepiej podarować coś praktycznego co będzie wykorzystane lub, tak jak radził autor tej książki, podarować przeżycia i miłe wspomnienia. Przygotowałam dla ciebie prezentownik na Dzień Babci i Dziadka właśnie w zgodzie z tą ideą, być może właśnie tu znajdziesz pomysł na prezent dla swoich dziadków?

  • Sesja zdjęciowa

Moja znajoma fotografka pokazała mi kiedyś fantastyczne zdjęcie, na którym były 4 kobiety: prababcia, babcia, mama i wnuczka. We 4 wybrały się na sesję, aby dobrze się bawić i mieć super wspomnienia. Na taką sesję można wybrać się całą rodziną i wykonać zdjęcia w różnych przebraniach. W sieci dostępnych jest wiele gadżetów do sesji – papierowe okulary, wąsy, maski. Można ją zorganizować w domu lub wybrać się do profesjonalnego fotografa. W sieci jest wiele ofert fotografów, którzy za niewielką cenę mogą przygotować taką sesję. Dobra zabawa gwarantowana i wspomnienia na długie chwile. Mi taki prezent się podoba, a tobie?

  • Fotoksiążka

Jeśli sesja zdjęciowa w twoim przypadku jest niemożliwa, może warto przygotować fotoksiążkę ze wspólnymi zdjęciami jako prezent na Dzień Babci i Dziadka? Na pewno wspólnie z babcią czy dziadkiem przeżyliście nie jeden wyjazd i macie zdjęcia, które wypełnią karty fotoksiążki. Taka papierowa wersja zdjęć jest bardziej trwała i łatwiejsza w oglądaniu. Zdjęcia nie gniotą się i właściwie nie sposób ich zniszczyć, co często ma miejsce w przypadku zwykłych wydrukowanych pojedynczych fotografii. Fotoksiążka nie kosztuje dużo, a jest zawsze trafionym i pełnym emocji prezentem. Można je przygotować np. w Printu.pl Gotowe szablony ułatwią projektowanie książki, a efekt na pewno ucieszy babcię i dziadka.

  • Zestaw zabiegów rehabilitacyjnych / Masaż

Teraz kiedy jestem po operacji kolana i uczęszczam na rehabilitację, widzę jak wiele starszych osób przychodzi na zajęcia. W pewnym wieku każdemu co dolega. A to ból pleców, a to kolan czy biodra. Może więc nie warto czekać aż coś złego się zadzieje i będziemy musieli chodzić na rehabilitację by w ogóle odzyskać zdrowie. Taki masaż czy pakiet ćwiczeń z fizjoterapeutą możemy wykupić prywatnie bez skierowania. Być może dzięki niemu nasz senior poczuje się lepiej i włączy ćwiczenia do codziennego planu dnia? 

  • Wspólnie spędzony czas (spacer, gotowanie)

Jeśli twoi dziadkowie mieszkają daleko, myślę że dobrym prezentem będzie odwiedzenie ich i wspólnie spędzony czas na spacerze czy gotowaniu. Wspólnie spędzone chwile zawsze mile się wspomina, tym bardziej jeśli na co dzień nie ma okazji do tego. Razem przygotowane pierogi czy spaghetti na pewno będą smakować lepiej, bo włożycie w to całe serce i wiele miłości.

  • Bilet do teatru, filharmonii czy kina

Starsze osoby często zamykają się w domach pod pozorem gotowania i opieki nad wnukami. Warto więc zadbać o ich rozwój kulturalny i zaprosić do kina czy teatru. Będzie to okazja do wyjścia z domu i spędzenia czasu w inny, ciekawszy niż siedzenie przed telewizorem, sposób.

  • Ciśnieniomierz

Mimo, że jestem młodą osobą sama czasem korzystam z ciśnieniomierza. Wahania ciśnienia, stres, przemęczenie czy leki mają na nas duży wpływ. Warto mieć przy sobie ciśnieniomierz, aby w chwilach złego samopoczucia sprawdzić ciśnienie. Ja korzystam z aparatu polskiej firmy Diagnosis. Elektroniczny wyświetlacz ułatwia odczyt pomiaru. Rękaw jest regulowany, więc z aparatu może korzystać cała rodzina. Dodatkowo mój model może działać zarówno po kablu jak i na baterie. Mogę zabrać go także na wyjazd, ponieważ producent dołączył do sprzętu pokrowiec. Jestem zadowolona z dokonanego wyboru, więc jeśli twoi dziadkowie nie mają ciśnieniomierza, może warto postawić na ten rodzaj prezentu? Ciśnieniomierze są do kupienia w aptekach w różnych cenach, na pewno dostosujesz swój budżet do któregoś modelu.

Jak podobają ci się moje pomysły? Co chciałabyś/chciałbyś dodać do tej listy?

 

Wrzesień – emocje, inspiracje…

Kiedy przekładałam dziś kartkę kalendarza nie mogłam uwierzyć, że mamy już wrzesień. Wakacje zleciały bardzo szybko, szkoda, że pogoda nie zawsze dopisywała. Muszę ci powiedzieć, że wrzesień to mój ulubiony miesiąc. Mam z nim związanych wiele przepięknych wspomnień. To właśnie we wrześniu poznałam mojego męża, we wrześniu trzy lata później braliśmy ślub, a kolejne trzy lata później urodziła się nasza córeczka. W tym roku skończy roczek – a jeszcze niedawno była taka malutka. Tyle dobrego wydarza się co roku w tym miesiącu, że zawsze z utęsknieniem czekam na kolejny wrzesień. Ciekawe co przyniesie tegoroczny. Jestem ciekawa za co ty lubisz ten miesiąc. Mnie zachwyca w nim wszystko – od zmieniających się kolorów w przyrodzie po magiczne zachody słońca. Zobacz jaki piękny jest wrzesień.

Podsumowanie września- wielkie zmiany, jak oszczędzam, kolekcjonuje wspomnienia.

Mamy październik, nie da się ukryć. Wrzesień zleciał mi tak szybko, że nawet nie wiem kiedy. To był wyjątkowy miesiąc!!! Kiedy czytasz ten post, ja tulę w ramionach swoją 3 tygodniową córeczkę. Tak, tak juz jest z nami!! Dokładnie 16 września przyszła na świat moja mała dziewczynka, słodka i śliczna Kruszynka – Agatka. To był cudowny dzień, zapamiętam go do końca życia. Teraz jesteśmy już we 3 i pomału z każdym dniem uczymy się siebie nawzajem. Każdy dzień jest inny, czasem trudny, bo zmęczenie daje się we znaki, ale też cudowny, pełen wrażeń i nowości. Mimo, że mamą jestem dopiero 3 tygodnie już mogę powiedzieć, że to fantastyczna rola.
Wrzesień upłynął mi także pod znakiem monitorowania wydatków. Wspominałam o tym na początku września na fanpage’u na Facebooku. Ściągnęłam na telefon aplikację Moje finanse. Aplikacja jest darmowa i bardzo intuicyjna. Wybieramy spośród wielu kategorii (jedzenie, dom, odzież, rozrywka, samochód itp) tą właściwą i wpisujemy wydatki. Możemy też zapisywać wpływy ( np. pensja). Każda kategoria ma też podkategorie np. Jedzenie – Ogólne, Supermarket, Restauracja, Codzienne. Możemy wpisywać szczegółowo wydatki bądź bardziej ogólnie.

Źródło 

Aplikacja dokładnie wyświetla ile wydaliśmy na jedzenie, ile na zachcianki a ile na samochód. Dodatkowo można zapisać przy każdej sumie notatkę. Ja w notatce zapisuję adnotacje odnośnie zakupów np. fioletowa apaszka, krem na dzień, książka kucharska. Dzięki temu wiem na co wydałam określoną sumę pieniędzy. Moje finanse pokazuje jaki jest stosunek wydatków do wpływów (jeśli również wprowadzimy dane odnośnie zarobków). To pozwala zauważyć ile wydajemy a ile zarabiamy. Jestem bardzo zadowolona z tej aplikacji, bo dzięki niej kontroluję szczególnie wydatki na zachcianki i rzeczy mniej potrzebne. We wrześniu udało mi sie też zaoszczędzić 3-cyfrową sumę pieniędzy. Myślę, że udało się to po części dzieki temu programowi. W innym przypadku nie mialabym świadomości ile wydałam w poprzednich dniach i lekką ręką wydałabym to co udało mi się zaoszczędzić. Więcej o aplikacji możecie przeczytać np. TUTAJ.  

Ja na  pewno dalej będą korzystaćz tego programu. A wy korzystacie z programów kontrolujących wydatki? A może prowadzicie statystyki w notesie?
Wrzesień to także miesiąc kolekcjonowania wspomnień, a właściwie nagrywania ich. Codziennie zapisuję po 1 sekundzie z życia w formie filmu. A wszystko dzięki aplikacji 1 Second Everyday. Jestem zachwycona tą aplikacją, bo nagrywając codzienne krótkie filmiki wybieram po 1 najciekawszej sekundzie i zapisuje.  To nie musi być nic spektakularnego, po prostu coś co dla nas ma znaczdnie. Na moich filmikach jest biegnąca wiewiórka, smaczne ciastko z kremem, spotkanie z koleżanką lub rzeczy, ktore mnie w danym momencie zachwycą.

Źródło 

Z każdym dniem mój kalendarz z filmikami powieksza się i na koniec miesiąca powstaje 30 sekundowy film z całego miesiąca. Może teraz nie ma to aż takiego znaczenia, ale pomyślcie jak fajnie będzie obejrzeć taki krotki film za pół roku czy rok. Powrócą wspomnienia, może jakaś łezka zakręci się w oku, bo jak to mówią nic dwa razy się nie zdarza…

To chyba tyle z wrześniowych wspomnień. Jestem ciekawa jak minął wrzesień u was. Może podjeliscie ważną decyzję, odkryliscie nowe talenty, pasje? A może wydarzyło się coś innego zwykłego-niezwykłego czym chcielibyście się podzielić? Napiszcie w komentarzu.
Ps. Mimo nowych obowiązków postaram się regularnie pisać na blogu. Może być z tym różnie ale wiedzcie że jestem i nie zapomniałam o was, tylko mam teraz więcej pracy przy mojej Krolewnie. 

Małe cele – wielki efekt

Ile razy w ciągu roku planujesz coś nowego i po 2-3 dniach opadasz z sił, bo brak ci czasu, zapału, środków? Zarzucasz pomysł i jedyne co czujesz to rozczarowanie, bo znów się nie udało schudnąć, zrezygnować ze słodyczy, sumiennie uczyć angielskiego przez 30 minut dziennie. Czujesz rozczarowanie, złość, obiecujesz sobie, że za miesiąc spróbujesz znowu. A może patrzysz w lustro i próbujesz przekonać samą siebie, że jednak nie masz nadmiaru kilogramów, słodycze to nic takiego, a angielski znasz w sumie całkiem dobrze. Też jestem jedną z takich osób i już nie raz obiecywałam sobie, że będę kładła się spać wcześniej, poświęcę więcej czasu na dodatkowy język, będę myła zęby za każdym razem jak zjem coś słodkiego. Życie bardzo szybko weryfikowało moje postanowienia i cele, i nie wychodziło z tego nic, bo jutro, bo za tydzień, bo dziś nie mam już siły.
Na Fanpage’u na Facebooku pisałam na początku września o tym, że zaczęłam stawiać sobie małe cele, bo z dużymi i długoterminowymi nie jest wcale łatwo. Chodzi o wytrwałość, bo najzwyczajniej w świecie nie mam w sobie na tyle wytrwałości, by trzymać się postanowień dłużej niż 2-3 dni. Szybko się wypalam, cele, które z początku wydają mi się ciekawe szybko tracą na wartości, motywacja do działania szybko opada, bo to takie monotonne wkuwać słówka czy pilnować mycia zębów po zjedzeniu batona.
Sporo myślałam dlaczego tak się dzieje. Co sprawia, że w jednej chwili mam mnóstwo energii i zapału i stawiam przed sobą nowe wyzwania, a za chwilę nie widzę w tym sensu? Doszłam do wniosku, że kładę na swoje barki zbyt wiele i postanawiam wytrwać zbyt długo w danym postanowieniu. Taki natłok zobowiązań sprawia, że nie wytrzymuję presji czasu, bo mam oprócz tego przecież swoje codzienne obowiązki. Poza tym czas, który przeznaczam na postanowienie nie daje mi szybkich rezultatów, przez co szybko tracę siły do działania. 
Przykładem może być nauka języka obcego. Postanowiłam sobie jakiś czas temu, że codziennie będę uczyć się przez 30 minut języka obcego. W poniedziałki będę powtarzać rosyjski, we wtorek angielski, w środę hiszpański, w czwartek znów miał być rosyjski i tak na zmianę. Żeby było ciekawiej postawiłam na oglądanie filmów, słuchanie piosenek, a nie tylko na żmudne wkuwanie słówek. Udało mi się wytrwać 2 dni, bo obejrzałam jednego dnia serial po rosyjsku, drugiego dnia tłumaczyłam sobie piosenki angielskie, a trzeciego dnia na hiszpański nie starczyło już zapału. Nawet nie z lenistwa, ale z braku czasu i znużenia. Przyszedł kolejny dzień, a ja czułam zniechęcenie, bo przecież wczoraj zawaliłam. Od razu nachodziły mnie myśli czy to ma sens, czy znajdę czas, skoro wczoraj się nie udało. I tak pomysł spalił na panewce a jedyne co zostało to rozczarowanie i żal, bo miało być tak pięknie. Z czasem dochodziły wyrzuty sumienia, bo przecież gdybym wytrwała w postanowieniu to moja znajomość języków byłaby lepsza. 
Teraz myślę że postanowienie nie miało racji bytu, bo nałożyłam na siebie zbyt wielki ciężar. Nie określiłam jak długo mam się tak uczyć języków (tydzień, miesiąc, przez rok) i przez to nie miałam celu do którego dążyłam. Po drugie nałożyłam na siebie za dużo, bo to naprawdę wyczyn uczyć się naprzemiennie 3 języków. Brak szybkich efektów i nieokreślenie terminu zakończenia powodowały zniechęcenie.
Teraz stawiam przed sobą małe tygodniowe cele. Określam dokładną datę od-do i wyznaczam tylko jedno postanowienie. Przekładając to na powyższą naukę języków postanawiam, że przykładowo od 26 września do 2 października codziennie o 19:00 będę uczyła się angielskiego przez 30 minut. Od razu też wyznaczam zakres materiału, szukam filmów, piosenek, tematyki słówek, na której będę bazować. Stawiam na tematy, które mnie zainteresują, aby budować motywację i zachęcać się do działania. Wybieram godzinę, kiedy nic i nikt nie będzie mi przeszkadzał. Jeśli po 3 dniach czuję znużenie i wkrada się monotonia i poczucie bezsensu, myślę o zrealizowanym już materiale i o tym, że już jestem na półmetku. To działa motywująco, bo nie mam przed sobą otchłani czasowej. Kiedy kończy się tydzień ja jestem zwycięzcą, bo zrealizowałam swój cel do końca. Czuję dużą satysfakcję i mam ogromną ochotę na kontynuację. Nie rzucam się od razu na kolejne języki, ale kontynuuję tylko ten jeden. Dopóki nawyk nie wejdzie mi w krew nie dokładam nic nowego. Chcę tym sposobem wyuczyć się nawyku codziennego uczenia się jednego języka. Dopiero kiedy opanuję jeden cel na tyle dobrze, że stanie się on naturalnym punktem dnia będę myślała nad rozszerzeniem postanowienia na nowe języki.
Powyżej opisałam moje działania na podstawie nauki języka. Ten plan działa też na innych płaszczyznach, wystarczy małe cele dostosować do swoich potrzeb. Łatwiej jest wytrwać na diecie tylko tydzień niż zakładać, że od razu damy radę pościć miesiąc. Wyrabianie nawyku mycia zębów po zjedzeniu słodyczy także wymaga czasu. Musimy się skoncentrować na nowej czynności, pamiętać że słodkie = wizyta w łazience. Tak jest ze wszystkim! Mimo, że mamy w dokumentach X lat ciągle uczymy się jak małe dzieci poprzez powtarzanie konkretnych czynności. To jak uczenie dziecka korzystania z nocnika, małego pieska żeby nie gryzł tapety czy kapci. Wyrabianie w sobie nawyku jest pracochłonne, ale warte swojej ceny. Po osiągnięciu zamierzonego celu czujemy się lepiej, zyskujemy nowe wartości więc warto się temu poświęcić.
Jestem ciekawa jakie wy stawiacie sobie cele, na jakich zasadach one funkcjonują. Może działacie podobnie do mnie albo macie inne sprawdzone triki? Czekam na informacje w komentarzach. 

Sesja ciążowa czy warto?

Kocham zdjęcia! Czy to robione komórką czy profesjonalnym aparatem. Niosą za sobą wspomnienia, pewną historię, są bezcenną pamiątką. Warto kolekcjonować zdjęcia, by potem po wielu latach móc powrócić myślami do pewnych sytuacji i historii życiowych. 
Kiedy zaszłam w ciążę od razu wiedziałam, że chcę uwiecznić ten piękny czas na zdjęciach. Bez różnicy czy przytyłabym 10 czy 30 kilo. Zdjęcia to zdjęcia i warto mieć do czego wracać, nawet jeśli przez ten czas nie wyglądało się jak z wybiegu. Rozumiem jednak, że część osób właśnie ze względu na samopoczucie i niekorzystny wygląd w ciąży nie decyduje się na takie sesje. 
Dziś chciałabym opisać wam czym warto się kierować myśląc o sesji ciążowej, w którym miesiącu wykonać zdjęcia i jak się przygotować do sesji.
25 tydzień ciąży

Wybór fotografa
To pierwsze pytanie, które przyszło mi na myśl. Wybrać profesjonalistę, który zajmuje się takimi sesjami na co dzień i ma w tej dziedzinie doświadczenie czy poprosić znajomą osobą by pstryknęła kilka zdjęć? Moje zdanie jest takie, że warto zainwestować więcej pieniędzy i mieć piękne fotografie na długie lata, niż poprosić znajomych by zwykłą „małpką” pstryknęli kilka ujęć. Przede wszystkim dlatego, że ciąża to czas ulotny, trwa jedynie 9 miesięcy i może się już nigdy nie powtórzyć. Nie wiemy przecież czy będzie nam dane posiadać więcej dzieci. Poza tym zdjęcia są po to, by pokazać je rodzinie, znajomym, mężowi, dziecku i naprawdę warto by były dobrej jakości. Przyjemniej ogląda się coś co jest naprawdę dobrze zrobione niż byle jak, byle tylko było. 

Ile to kosztuje?
No właśnie! Tu rozbieżność cenowa jest ogromna. Na Facebooku i w wyszukiwarce internetowej można znaleźć wielu fotografów, którzy zrobią nam zdjęcia ciążowe w plenerze bądź studio. Ceny wahają się od 100 zł do 2000 zł. Wszystko zależy czy dana osoba jest początkująca czy nie, czy ma już swoje studio i profesjonalny sprzęt czy dopiero stawia pierwsze kroki. Wiele zależy też od pomysłu, tego czy fotograf dysponuje swoim własnym studio czy wynajmuje je, czy udostępnia nam gadżety i stroje czy musimy zadbać o wszystko we własnym zakresie. Czasem zdarza się też tak, że początkujący fotograf chcąc zbudować swoje portfolio, wykonuje dobre zdjęcia za darmo lub jedynie za symboliczną kwotę. 
Warto przed podjęciem decyzji dopytać ile zdjęć wchodzi w pakiet, czy są poddane obróbce czy po prostu zrzucone z aparatu na płytę i tak nam oddane. Naprawdę warto przeliczyć koszt na jedno zdjęcie by mieć porównanie. Ja szukając fotografa znalazłam studio w Łodzi, które zrealizowałoby szalony pomysł na sesję ciążową w stylu PRL. W studio było wszystko co potrzebne do takiej sesji – pralka Frania, stolnica, stare radio i inny sprzęt i ubrania z tamtego okresu. Cóż z tego skoro otrzymałam odpowiedź, że jedno zdjęcie kosztuje 80 zł a realizują sesje od 5 zdjęć. Czyli miałabym jedynie 5 zdjęć za 400 zł, nie mówiąc o większej ilości fotografii i kosztach dojazdu do Łodzi.  Drogo! 
28 tydzień ciąży
Studio czy plener?
Z początku bardzo zależało mi na zdjęciach w plenerze. Marzyłam o jakimś nietypowym miejscu, może dzikiej plaży, rozwianych włosach i pięknej sukience. Potem zmieniłam zdanie, bo doszłam do wniosku, że w studio można o wiele więcej. W plenerze, żeby nie było nudno, trzeba się przemieszczać, co w ciąży bywa uciążliwe. Poza tym pogoda bywa zmienna, a sami wiecie jakie mamy lato tego lata. Decydując się na plener warto mieć kilka pomysłów np. plaża, park, ruiny albo łąka czy polana. Można pomyśleć o sesji w danym klimacie np zabrać gadżety i zrobić zdjęcia w stylu piknikowym, w zbożu lub lawendzie. W studio można wykonać piękne akty ciążowe na ciemnym tle lub piękne słodkie zdjęcia w pastelowym klimacie.
Z mężem/ partnerem czy solo?
Wyznaję zasadę – NIC NA SIŁĘ. Jeśli wasz mąż czy partner świetnie czują się przed obiektywem zabierzcie go ze sobą i razem wymyślcie scenariusz sesji. Wymyślcie stroje, pozy, miejsca na sesję. Razem będziecie się świetnie bawić. Jeśli natomiast wasza druga połówka nie czuje się dobrze przed obiektywem to nie zmuszajcie jej. Nie ma nic gorszego niż mina cierpiętnika na zdjęciach. Po co macie psuć humor sobie i innym ciągnąc opornego partnera na sesję. On nie będzie się dobrze czuł, wy będziecie zdenerwowane i cała sesja będzie bardziej przymusem niż dobrą zabawą. Nie wszyscy mężczyźni rozumieją sens wykonywania takich zdjęć, ale chyba zawsze efekty takiej sesji są dla nich bardzo pozytywne. 
W którym miesiącu wykonać sesję?
Wielu fotografów zaleca by na zdjęcia przyjść w 7-8 miesiącu. Uważam, że to dobry czas, ale bardziej skłaniałabym się na koniec 7, początek 8 miesiąca, niż na środek czy koniec 8. Przede wszystkim warto by brzuszek był już dobrze widoczny. To w końcu on ma grać główną rolę na zdjęciach. Nie warto zwlekać ze zdjęciami zbyt długo, ponieważ im bliżej rozwiązania tym jest ciężej, gorzej się czujemy i niestety nie mamy już ochoty na takie atrakcje. Poza tym może się okazać, że najzwyczajniej w świecie nie zdążymy zrobić zdjęć, bo dziecko pospieszy się na świat. 
Ja miałam 3 sesje ciążowe, ale wyszły one zupełnie przypadkiem. Byłam zdecydowana na jedną, główną w 33 tygodniu ciąży, ale po drodze nadarzyła się okazja na zdjęcia więc skorzystałam. Pierwsze zdjęcia wykonałam w 25 tygodniu kiedy brzuch w ogóle nie był  jeszcze widoczny. Bardzo żałowałam, bo plan sesji był świetny – sesja buduarowa, na łóżku z przepięknymi gadżetami. Druga sesja wyszła bardzo spontanicznie w 28 tygodniu podczas II Festiwlau Kobiecości w Gdyni (pisałam o tym tutaj). Trzecia  – główna odbyła się w studio w Gdańsku, w klimacie lekkim, pastelowym, dziewczęcym. Ze wszystkich zdjęć jestem bardzo zadowolona, tworzą one swojego rodzaju historię rosnącego brzuszka.
33 tydzień ciąży
Jak się przygotować do sesji?
Przede wszystkim ma być to dobra zabawa i tak trzeba potraktować sesję ciążową. Warto ustalić wcześniej z fotografem co powinnyście zabrać ze sobą. Nie wszyscy przecież mają w studio ubrania i gadżety. Wybierając się na zdjęcia warto zabrać ze sobą jasne jednolite stroje – sukienki, zwiewne kawałki materiałów, ciekawe dodatki. Wzorzyste ubrania źle wyglądają na takich zdjęciach, odciągają uwagę od głównego bohatera jakim jest brzuch. Zbyt jaskrawe czy czarne rzeczy to także nie najlepszy pomysł (czarny pomniejsza brzuch). Jeśli decydujecie się na akty warto zadbać o ładną bieliznę – by wykorzystać jej elementy na zdjęciach. Bywa też tak, że fotograf ma konkretną wizję waszej sesji – warto więc z nim ustalić w co macie się zaopatrzyć, co kupić czy czego unikać.
Bardzo istotny jest też makijaż, fryzura i manicure na sesji. Jeśli za coś płacimy przygotujmy się w 100% dobrze. Nie namawiam absolutnie do trwonienia pieniędzy na fryzjera czy makijaż, bo możemy przygotować się do sesji w domu. Ja idąc na sesję zainwestowałam we fryzjera, ponieważ sama nie umiałabym wykonać takiej fryzury. O makijaż i paznokcie zadbałam sama w domu.  
To chyba tyle w tym temacie, jeśli macie pytania – piszcie. Jestem na świeżo w tej kwestii, mogę coś doradzić czy podpowiedzieć. 
Napiszcie w komentarzach jak wy postrzegacie sesje ciążowe, uważacie że to fajna pamiątka czy zbędny wydatek?
Zdjęcia wykonali:
Aleksandra Siatecka Fotografia
Adam Małecki – Małeckiart
Małgorzata Michalak – gosiamichalak.com

Wrzesień – nowa energia, nowe wyzwania!

Mamy już wrzesień! Uwielbiam ten miesiąc. Bardzo pozytywnie mi się kojarzy i mam z nim same dobre wspomnienia. Wrzesień to dla mnie czas przebudzenia. Tak jak w styczniu po Nowym Roku. To czas nowych planów, wyzwań i zobowiązań. 
Co roku odwiedzam sklep papierniczy w poszukiwaniu nowych cienkopisów, spinaczy, fajnych notatników. Dzięki temu przyjemniej jest zasiąść do nowych obowiązków, a plany biznesowe zapisane nowym długopisem nabierają mocy sprawczej. Wrzesień to czas nowej pozytywnej energii. Tyle się dzieje! Pomysły na nowy kurs językowy, nowe zajęcia fitness. Chłonę wiedzę jak gąbka i jestem na fali z pomysłami. A wy? Też tak macie, że we wrześniu budzi się w was nowa pozytywna energia do działania? A może wręcz przeciwnie smutno wam, że już po wakacjach i czas na rutynowe obowiązki i przygotowanie do nadchodzącej zimy? Podzielicie się w komentarzach z czym wam się kojarzy wrzesień?

Podsumowanie sierpnia – ciekawe spotkania, inspirujący blog, moja droga do luksusowego minimalizmu

Sierpień minął jak pstryknięcie palcami, a ja witam wrzesień będąc w 38 tygodniu ciąży. W każdej chwili moje życie może diametralnie się zmienić, bo pojawi się na świecie mały człowiek. Zapewne na jakiś czas blog zwolni swoje tempo, choć przyznam, że bardzo mi zależy na przygotowaniu postów na zapas. Mam nadzieję, że uda mi się temu podołać i nowe wpisy będą pojawiać się przynajmniej raz w tygodniu. 
Póki co chciałabym podsumować sierpień, bo wydarzyło się naprawdę sporo. 
Ciekawe spotkania
W mijającym miesiącu uczestniczyłam w dwóch bardzo ciekawych spotkaniach. Jedno odbyło się w gdyńskim Slow Cafe i dotyczyło chorób tarczycy. Pisałam o nim TU i gorąco was zachęcam do skorzystania z kolejnych edycji tego spotkania. Okazja ku temu już 2 września w Gdańsku i 29 września w Gdyni. Odsyłam was na Facebooka, do poszczególnych wydarzeń: Gdańsk (KLIK), Gdynia (KLIK).
Drugie wydarzenie dotyczyło naturalnego pieluchowania niemowląt. Wspominałam o tym TUTAJ. Temat bardzo ciekawy, mam ochotę spróbować, ale myślę, że nie w pierwszym miesiącu życia dziecka. Chciałabym najpierw nauczyć się obsługi dziecka by potem na spokojnie podejść do tematu pieluch wielorazowych. Na tą chwilę nie czuję się na siłach, by już od pierwszej doby życia mojej córeczki podejmować się wyzwania jakim jest korzystanie z pieluch wielorazowych. Druga sprawa, że mam zapas pieluch jednorazowych (kupionych i wygranych w konkursie Pampers) i muszę najpierw je zużyć. Czas pokaże co wyjdzie z wielopieluchowania choć muszę przyznać, że kolorowe otulacze są przepiękne!
Inspirujący blog


W sierpniu znów natrafiłam na ciekawy blog. Tym razem nie na temat minimalizmu czy ekologii, a blog dotyczący oszczędzania pieniędzy. Tak się składa, że zaczynam samodzielnie prowadzić gospodarstwo domowe więc wszelkiego rodzaju triki jak zaoszczędzić, nie tracąc na jakości życia, bardzo mi się przydadzą. Polecam serdecznie blog Oszczędnickiej, która stworzyła fantastyczny plan dla czytelników: „Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie”. Wiem, że pewnie część z was powie, że mamy już wrzesień, więc pół roku zleciało i nie opłaca się zaczynać oszczędzać. Wiem, że już pół roku zleciało a program Oszczędnickiej przewidziany jest na rok (na każdy tydzień nowy krok), ale z drugiej strony lepiej zacząć późno niż wcale. Ja mam zwiększoną motywację by zacząć wdrażać w życie plan i zaczynam już od dziś. Być może uda mi się część kroków przejść szybciej ( np 2-3 w tygodniu), a części jak np wypełnianie PIT już nie zrobię, ale chyba najważniejsze jest by w ogóle zacząć działać. Jesteście ciekawi moich efektów? Podejmiecie wyzwanie razem ze mną?

Moja droga do luksusowego minimalizmu (2 miesiąc)
Sierpień to już drugi miesiąc mojej drogi do luksusowego minimalizmu. Przeprowadzka do nowego mieszkania dobiega ku końcowi i to uzmysłowiło mi jak wiele rzeczy (często niepotrzebnych) jeszcze posiadam i jak wiele pieniędzy na nie wydałam. Przede wszystkim tona ubrań, często nowych, z metkami, założonych 1-2 razy. Na drugim miejscu nadal są kosmetyki, potem książki i inne drobiazgi. Nowa szafa ma ograniczoną pojemność więc sporo rzeczy oddałam lub wyrzuciłam. Nadal jednak mam za dużo rzeczy i minie jeszcze sporo czasu zanim wyjdę na prostą. Skupiam się jednak na tym, by systematycznie przeglądać rzeczy, które posiadam, znajdować dla nich nowych właścicieli. Nie użalam się, że mam za dużo i nie wiem co z tym zrobić, bo to do niczego nie prowadzi. Muszę wypić to piwo sama, bo to najlepiej uzmysłowi mi jak wiele pieniędzy poszło na marne i co mogłam za to innego kupić albo ile mogłam zaoszczędzić. 

Jeśli znacie kogoś kto jest w potrzebie i komu mogłabym podarować ubrania (rozmiar 36-40) lub kosmetyki – dajcie znać w komentarzu. Najlepiej byłoby gdyby ta osoba/rodzina pochodziła z Trójmiasta i mogła samodzielnie odebrać rzeczy. Pod koniec ciąży ciężko jest mi cokolwiek transportować czy nosić. 
W sierpniu mogę pochwalić się sporą ilością oddanych/ wyrzuconych rzeczy. Z mojej przestrzeni zniknęły:
  • 4 płaszcze i kurtki (jesienno-zimowe) – wrzuciłam do kontenera na odzież
  • 4 pary butów – wrzuciłam do kontenera na odzież
  • 3 kubki – oddałam
  • 5 torebek – wrzuciłam do kontenera i oddałam konkretnej osobie
  • rajstopy/ skarpetki i paski – zniszczone, zdekompletowane – wyrzuciłam
  • kilkanaście kart lojalnościowych i rabatowych, które straciły ważność lub nie korzystam z usług danego sklepu – wyrzuciłam
  • notatki z kursów językowych, szkoleń – wyrzuciłam
  • 2 marynarki – oddałam konkretnej osobie
  • 3 kremy do twarzy ze starą datą ważności – wyrzuciłam
  • tona makulatury, starych gazet itp  – wyrzuciłam
  • kilka słoiczków po kremach  – wyrzuciłam
  • bielizna (kilka sztuk)  – wyrzuciłam

We wrześniu chcę kontynuować porządki i dodatkowo postaram się zaoszczędzić jak najwięcej realizując plan Oszczędnickiej – „Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie”.
Jak minął wasz sierpień?

Podsumowanie lipca – ciekawa książka, inspirujący blog, moja droga do luksusowego minimalizmu.

Już mamy sierpień! Gdzie ten czas tak pędzi? Zanim się obejrzymy zacznie się jesień, a wraz z nią coraz krótsze i bardziej pochmurne dni. Dziś chciałabym podsumować lipiec, bo wydarzyło się dużo ciekawych rzeczy i znalazłam w sieci interesujące miejsca. Może was czymś zainspiruję?
Older posts

© 2018 WIELKI KUFER

Theme by Wielki KuferUp ↑

Facebook