WIELKI KUFER

Monika Laskowska

Category: INNE (page 2 of 78)

Jesienne rytuały z olejami – #1- olejek arganowy GlySkinCare

Jesienią skóra wymaga innej pielęgnacji niż wiosną czy latem. Chłód, wiatr i deszcz nie sprzyjają naszej skórze. Do tego ogrzewanie mieszkań wysusza powietrze i zamiast jędrnej i pełnej blasku skóry w lustrze widzimy suchą skórę, pragnącą odżywienia i odpowiedniej pielęgnacji.
Ja co roku w okresie jesiennym funduje skórze olejowe rytuały. To bardzo proste a jednocześnie przyjemne i dające szybki efekt zabiegi w domowym zaciszu. Właściwie nie są też kosztowne, bo jedyne co potrzebujemy to odpowiedni olej, kominek do podgrzania porcji oleju i trochę wolnego czasu. 
Obecnie korzystam z oleju arganowego z GlySkinCare. To czysty olej arganowy w buteleczce z ciemnego szkła i poręczną pipetką do dozowania oleju. Bardzo mi się podoba forma w jakiej producent sprzedaje produkt, bo olej zachowuje na długo swoje właściwości i ładnie wygląda w takim opakowaniu. 
Jak wiadomo olej arganowy jest jednym z droższych olejów, i wytwarzany jest tylko w Maroko. Działa przeciw starzeniu się skóry, bardzo dobrze odżywia i uelastycznia. 
Rytuały olejowe wykonuję zawsze wieczorem, ponieważ olej, który wykorzystam ma za zadanie wchłonąć się w skórę. Nabieram pipetką kilkadziesiąt kropli i wkrapiam do kominka. Zapalam świecę, która w krótkim czasie podgrzewa olej w kominku. Pamiętam zawsze, aby nie przedłużać czasu podgrzewania, ponieważ olej w zbyt wysokiej temperaturze straci swoje dobroczynne właściwości a ponadto latwo o poparzenia skóry. Maczam palce w kominku i nabieram na dlonie olej. Jeszcze ciepły nakładam na twarz, szyję i dekolt i okrężnymi ruchami wykonuję kilkuminutowy masaż. Skora wspaniale się odpręża, chłonie olej jak gąbka. Po zabiegu czuję się jak po wizycie w salonie kosmetycznym. Resztę oleju zostawiam na skórze do wchłonięcia. Przy regularnych masazach olejami (2-3 razy w tygodniu) skóra nabiera elastyczności, jest odżywiona i wygląda świeżo. 
A jak wy pielegnujecie skórę jesienią?  Macie swoje sekretne sposoby na świeży i młody wygląd? 

Piernikowe masło do dłoni i paznokci – DIY

Czuje nadchodzącą zimę w powietrzu. Brrr! Dlatego też szukam aromatów i kolorów, które pozwolą mi się rozgrzać i przetrwać do wiosny. W kuchni uwielbiam stosować kurkumę i mace. Dodaja potrawom mocy, nadają ciepły pomarańczowy odcien i fantastycznie rozgrzewają. W kosmetykach cenię zapach wanilii, kakao i piernika właśnie. Stąd mój pomysł na piernikowe masło do dłoni i paznokci. Jest bardzo proste w wykonaniu, bardzo odżywcze i aromatyczne. Co ważne są w nim tylko naturalne składniki, które pomogą nawet najbardziej spierzchnietej skórze. 

Sklaniki:

  • 4 łyżki oleju ze słodkich migdałów
  • 2 łyżki masła kakaowego
  • 1 łyżka bezwodnej lanoliny
  • 1 łyżka wosku pszczelego
  • 80 kropelek olejku piernikowego
Olej, masło kakaowe, wosk pszczeli i olejek piernikowy możecie zakupić na stronie bliskonatury.pl. Lanolina dostępna jest także przez Internet, ewentualnie możecie w sklepach Ziai zakupić Lanomaść (100% lanoliny).

Jak przygotować masło do dłoni i paznokci? 
W małym garnku na niewielkim ogniu w kąpieli wodnej roztapiamy składniki za wyjątkiem olejku eterycznego. Od czasu do czasu mieszamy. Kiedy składniki się roztopią, zestawiamy garnek z palnika i odczekujemy chwilę by masło lekko ostygło. Przelewamy krem do pudełeczka i wlewamy kropelkami olejek piernikowy. Mieszamy całość i masło przykrywamy ręcznikiem papierowym aż do całkowitego ostygnięcia. Krem będzie zmieniał kolor na jaśniejszy aż całkowicie stężeje. Masło przechowujemy w temperaturze pokojowej. Stosujemy najlepiej na noc, że względu na tłustą i odżywczą formę.

Jeśli z jakichś względów nie możesz zastosować olejku piernikowego, zastąp go innym: miętowym, waniliowym, cytrynowym.

Podsumowanie września- wielkie zmiany, jak oszczędzam, kolekcjonuje wspomnienia.

Mamy październik, nie da się ukryć. Wrzesień zleciał mi tak szybko, że nawet nie wiem kiedy. To był wyjątkowy miesiąc!!! Kiedy czytasz ten post, ja tulę w ramionach swoją 3 tygodniową córeczkę. Tak, tak juz jest z nami!! Dokładnie 16 września przyszła na świat moja mała dziewczynka, słodka i śliczna Kruszynka – Agatka. To był cudowny dzień, zapamiętam go do końca życia. Teraz jesteśmy już we 3 i pomału z każdym dniem uczymy się siebie nawzajem. Każdy dzień jest inny, czasem trudny, bo zmęczenie daje się we znaki, ale też cudowny, pełen wrażeń i nowości. Mimo, że mamą jestem dopiero 3 tygodnie już mogę powiedzieć, że to fantastyczna rola.
Wrzesień upłynął mi także pod znakiem monitorowania wydatków. Wspominałam o tym na początku września na fanpage’u na Facebooku. Ściągnęłam na telefon aplikację Moje finanse. Aplikacja jest darmowa i bardzo intuicyjna. Wybieramy spośród wielu kategorii (jedzenie, dom, odzież, rozrywka, samochód itp) tą właściwą i wpisujemy wydatki. Możemy też zapisywać wpływy ( np. pensja). Każda kategoria ma też podkategorie np. Jedzenie – Ogólne, Supermarket, Restauracja, Codzienne. Możemy wpisywać szczegółowo wydatki bądź bardziej ogólnie.

Źródło 

Aplikacja dokładnie wyświetla ile wydaliśmy na jedzenie, ile na zachcianki a ile na samochód. Dodatkowo można zapisać przy każdej sumie notatkę. Ja w notatce zapisuję adnotacje odnośnie zakupów np. fioletowa apaszka, krem na dzień, książka kucharska. Dzięki temu wiem na co wydałam określoną sumę pieniędzy. Moje finanse pokazuje jaki jest stosunek wydatków do wpływów (jeśli również wprowadzimy dane odnośnie zarobków). To pozwala zauważyć ile wydajemy a ile zarabiamy. Jestem bardzo zadowolona z tej aplikacji, bo dzięki niej kontroluję szczególnie wydatki na zachcianki i rzeczy mniej potrzebne. We wrześniu udało mi sie też zaoszczędzić 3-cyfrową sumę pieniędzy. Myślę, że udało się to po części dzieki temu programowi. W innym przypadku nie mialabym świadomości ile wydałam w poprzednich dniach i lekką ręką wydałabym to co udało mi się zaoszczędzić. Więcej o aplikacji możecie przeczytać np. TUTAJ.  

Ja na  pewno dalej będą korzystaćz tego programu. A wy korzystacie z programów kontrolujących wydatki? A może prowadzicie statystyki w notesie?
Wrzesień to także miesiąc kolekcjonowania wspomnień, a właściwie nagrywania ich. Codziennie zapisuję po 1 sekundzie z życia w formie filmu. A wszystko dzięki aplikacji 1 Second Everyday. Jestem zachwycona tą aplikacją, bo nagrywając codzienne krótkie filmiki wybieram po 1 najciekawszej sekundzie i zapisuje.  To nie musi być nic spektakularnego, po prostu coś co dla nas ma znaczdnie. Na moich filmikach jest biegnąca wiewiórka, smaczne ciastko z kremem, spotkanie z koleżanką lub rzeczy, ktore mnie w danym momencie zachwycą.

Źródło 

Z każdym dniem mój kalendarz z filmikami powieksza się i na koniec miesiąca powstaje 30 sekundowy film z całego miesiąca. Może teraz nie ma to aż takiego znaczenia, ale pomyślcie jak fajnie będzie obejrzeć taki krotki film za pół roku czy rok. Powrócą wspomnienia, może jakaś łezka zakręci się w oku, bo jak to mówią nic dwa razy się nie zdarza…

To chyba tyle z wrześniowych wspomnień. Jestem ciekawa jak minął wrzesień u was. Może podjeliscie ważną decyzję, odkryliscie nowe talenty, pasje? A może wydarzyło się coś innego zwykłego-niezwykłego czym chcielibyście się podzielić? Napiszcie w komentarzu.
Ps. Mimo nowych obowiązków postaram się regularnie pisać na blogu. Może być z tym różnie ale wiedzcie że jestem i nie zapomniałam o was, tylko mam teraz więcej pracy przy mojej Krolewnie. 

Małe cele – wielki efekt

Ile razy w ciągu roku planujesz coś nowego i po 2-3 dniach opadasz z sił, bo brak ci czasu, zapału, środków? Zarzucasz pomysł i jedyne co czujesz to rozczarowanie, bo znów się nie udało schudnąć, zrezygnować ze słodyczy, sumiennie uczyć angielskiego przez 30 minut dziennie. Czujesz rozczarowanie, złość, obiecujesz sobie, że za miesiąc spróbujesz znowu. A może patrzysz w lustro i próbujesz przekonać samą siebie, że jednak nie masz nadmiaru kilogramów, słodycze to nic takiego, a angielski znasz w sumie całkiem dobrze. Też jestem jedną z takich osób i już nie raz obiecywałam sobie, że będę kładła się spać wcześniej, poświęcę więcej czasu na dodatkowy język, będę myła zęby za każdym razem jak zjem coś słodkiego. Życie bardzo szybko weryfikowało moje postanowienia i cele, i nie wychodziło z tego nic, bo jutro, bo za tydzień, bo dziś nie mam już siły.
Na Fanpage’u na Facebooku pisałam na początku września o tym, że zaczęłam stawiać sobie małe cele, bo z dużymi i długoterminowymi nie jest wcale łatwo. Chodzi o wytrwałość, bo najzwyczajniej w świecie nie mam w sobie na tyle wytrwałości, by trzymać się postanowień dłużej niż 2-3 dni. Szybko się wypalam, cele, które z początku wydają mi się ciekawe szybko tracą na wartości, motywacja do działania szybko opada, bo to takie monotonne wkuwać słówka czy pilnować mycia zębów po zjedzeniu batona.
Sporo myślałam dlaczego tak się dzieje. Co sprawia, że w jednej chwili mam mnóstwo energii i zapału i stawiam przed sobą nowe wyzwania, a za chwilę nie widzę w tym sensu? Doszłam do wniosku, że kładę na swoje barki zbyt wiele i postanawiam wytrwać zbyt długo w danym postanowieniu. Taki natłok zobowiązań sprawia, że nie wytrzymuję presji czasu, bo mam oprócz tego przecież swoje codzienne obowiązki. Poza tym czas, który przeznaczam na postanowienie nie daje mi szybkich rezultatów, przez co szybko tracę siły do działania. 
Przykładem może być nauka języka obcego. Postanowiłam sobie jakiś czas temu, że codziennie będę uczyć się przez 30 minut języka obcego. W poniedziałki będę powtarzać rosyjski, we wtorek angielski, w środę hiszpański, w czwartek znów miał być rosyjski i tak na zmianę. Żeby było ciekawiej postawiłam na oglądanie filmów, słuchanie piosenek, a nie tylko na żmudne wkuwanie słówek. Udało mi się wytrwać 2 dni, bo obejrzałam jednego dnia serial po rosyjsku, drugiego dnia tłumaczyłam sobie piosenki angielskie, a trzeciego dnia na hiszpański nie starczyło już zapału. Nawet nie z lenistwa, ale z braku czasu i znużenia. Przyszedł kolejny dzień, a ja czułam zniechęcenie, bo przecież wczoraj zawaliłam. Od razu nachodziły mnie myśli czy to ma sens, czy znajdę czas, skoro wczoraj się nie udało. I tak pomysł spalił na panewce a jedyne co zostało to rozczarowanie i żal, bo miało być tak pięknie. Z czasem dochodziły wyrzuty sumienia, bo przecież gdybym wytrwała w postanowieniu to moja znajomość języków byłaby lepsza. 
Teraz myślę że postanowienie nie miało racji bytu, bo nałożyłam na siebie zbyt wielki ciężar. Nie określiłam jak długo mam się tak uczyć języków (tydzień, miesiąc, przez rok) i przez to nie miałam celu do którego dążyłam. Po drugie nałożyłam na siebie za dużo, bo to naprawdę wyczyn uczyć się naprzemiennie 3 języków. Brak szybkich efektów i nieokreślenie terminu zakończenia powodowały zniechęcenie.
Teraz stawiam przed sobą małe tygodniowe cele. Określam dokładną datę od-do i wyznaczam tylko jedno postanowienie. Przekładając to na powyższą naukę języków postanawiam, że przykładowo od 26 września do 2 października codziennie o 19:00 będę uczyła się angielskiego przez 30 minut. Od razu też wyznaczam zakres materiału, szukam filmów, piosenek, tematyki słówek, na której będę bazować. Stawiam na tematy, które mnie zainteresują, aby budować motywację i zachęcać się do działania. Wybieram godzinę, kiedy nic i nikt nie będzie mi przeszkadzał. Jeśli po 3 dniach czuję znużenie i wkrada się monotonia i poczucie bezsensu, myślę o zrealizowanym już materiale i o tym, że już jestem na półmetku. To działa motywująco, bo nie mam przed sobą otchłani czasowej. Kiedy kończy się tydzień ja jestem zwycięzcą, bo zrealizowałam swój cel do końca. Czuję dużą satysfakcję i mam ogromną ochotę na kontynuację. Nie rzucam się od razu na kolejne języki, ale kontynuuję tylko ten jeden. Dopóki nawyk nie wejdzie mi w krew nie dokładam nic nowego. Chcę tym sposobem wyuczyć się nawyku codziennego uczenia się jednego języka. Dopiero kiedy opanuję jeden cel na tyle dobrze, że stanie się on naturalnym punktem dnia będę myślała nad rozszerzeniem postanowienia na nowe języki.
Powyżej opisałam moje działania na podstawie nauki języka. Ten plan działa też na innych płaszczyznach, wystarczy małe cele dostosować do swoich potrzeb. Łatwiej jest wytrwać na diecie tylko tydzień niż zakładać, że od razu damy radę pościć miesiąc. Wyrabianie nawyku mycia zębów po zjedzeniu słodyczy także wymaga czasu. Musimy się skoncentrować na nowej czynności, pamiętać że słodkie = wizyta w łazience. Tak jest ze wszystkim! Mimo, że mamy w dokumentach X lat ciągle uczymy się jak małe dzieci poprzez powtarzanie konkretnych czynności. To jak uczenie dziecka korzystania z nocnika, małego pieska żeby nie gryzł tapety czy kapci. Wyrabianie w sobie nawyku jest pracochłonne, ale warte swojej ceny. Po osiągnięciu zamierzonego celu czujemy się lepiej, zyskujemy nowe wartości więc warto się temu poświęcić.
Jestem ciekawa jakie wy stawiacie sobie cele, na jakich zasadach one funkcjonują. Może działacie podobnie do mnie albo macie inne sprawdzone triki? Czekam na informacje w komentarzach. 

Dermapharm Multi – Oil Essence- profesjonalny olejek do pielęgnacji skóry 8 w 1 – Eveline

Pielęgnacja skóry szczególnie w okresie ciąży to temat bardzo ważny i wręcz podstawowy. O swoich olejkach do pielęgnacji ciała pisałam już nie raz. Możecie o tym przeczytać w poprzednich postach. Przez okres 9 miesięcy sięgałam po naturalne oleje, ale miałam także kilka kupnych kosmetyków, z których byłam zadowolona. Dziś chciałabym napisać kilka słów o profesjonalnym olejku Dermapharm z Eveline, króry znalazłam na iperfumy.pl.
Co przeczytamy o olejku w sieci:
Multi – Oil Essence to profesjonalny olejek do pielęgnacji twarzy i ciała. Innowacyjna formuła bogata w unikalny kompleks siedmiu drogocennych olejków działających w synergii z witaminą E intensywnie nawilża, wzmacnia i regeneruje nawet najbardziej suchą i szorstką skórę. Preparat pomaga poprawić wygląd nowych i istniejących blizn. Zwiększa odporność naskórka na rozciąganie (np. przy zmianach wagi ciała). Redukuje widoczność rozstępów już istniejących oraz zapobiega powstawaniu nowych. Zmniejsza widoczność cellulitu. Zapewnia widoczny efekt ujędrnienia i napięcia skóry. Pomaga wygładzić i wyrównać koloryt skóry z oznakami starzenia się i ze zmarszczkami, zarówno na twarzy jak i na ciele. Pobudza naturalne procesy odnowy komórek skóry, zapewniając skuteczną ochronę przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych.

Działanie:
– 1. blizny,
– 2. rozstępy,
– 3. cellulit,
– 4. oznaki starzenia się skóry,
– 5. przebarwienia posłoneczne,
– 6. zaczerwienienia,
– 7. nierównomierny koloryt,
– 8. suchość, szorstkość i wiotkość skóry.
Olejek zamknięty jest w plastikowej buteleczce o pojemności 75 ml. Niestety butelka nie ma dozownika, a jedynie otwór. Olejek dość dobrze aplikuje się na rękę, ale dużo łatwiej byłoby go nakładać za pomocą pompki. Ważność produktu to jedynie 6 miesięcy, co świadczy o jego naturalnym składzie. No właśnie, czy jest on w 100% naturalny?
Jaki jest skład olejku?
Olejek Dermapharm to kompozycja kilku olejków. 
SKŁADNIKI AKTYWNE

1. OLEJEK SŁONECZNIKOWY – zawiera kwas linolowy o silnym działaniu wzmacniającym barierę hydrolipidową naskórka. Działa obkurczająco na naczynka oraz zmniejsza opuchnięcia i zaczerwienienia. Stymuluje od-budowę naskórka i tworzenie nowych, zdrowych komórek skóry.
2. OLEJEK ARGANOWY – bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, głęboko nawilża, ujędrnia i napina skórę. Odmładza, likwiduje i przeciwdziała zmarszczkom. Skutecznie redukuje nawet zaawansowany cellulit i rozstępy. Przyspiesza regenerację uszkodzeń naskórka, poprawia wygląd blizn. Doskonale pielęgnuje skórę przed i po opalaniu.
3. OLEJEK SOJOWY – zawiera Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (NNKT) i lecytynę, gwarantując skórze młody wygląd. Wspomaga hydrolipidową barierę ochronną, dzięki czemu skóra jest odpowiednio nawodniona i natłuszczona. Zmniejsza widoczność blizn i rozstępów oraz zapobiega powstawaniu nowych.
4. OLEJEK RUMIANKOWY  – doskonale nawilża, wygładza, koi i łagodzi podrażnienia. Przynosi ulgę spierzchniętej i przesuszonej skórze. Głęboko odżywia i przyspiesza regenerację uszkodzeń naskórka. Zapobiega powstawaniu zaczerwienień. Rozjaśnia prze-barwienia i wyrównuje koloryt.
5. OLEJEK LAWENDOWY –  intensywnie nawilża i delikatnie natłuszcza, nadając skórze aksamitną gładkość. Przyspiesza mikrokrążenie oraz regenerację naskórka. Zapobiega powstawaniu rozstępów, ujędrnia i napina.
6. OLEJEK ROZMARYNOWY – ma właściwości ściągające i normalizujące. Rozjaśnia blizny i przebarwienia. Skutecznie poprawia ukrwienie skóry.
7. OLEJEK NAGIETKOWY – głęboko nawilża i wygładza. Pozostawia na skórze ochronny film. Poprawia koloryt i wzmacnia naczynia krwionośne. Zmniejsza opuchliznę, obrzęki i widoczność blizn.
8. WITAMINA E – hamuje procesy starzenia się skóry, związane z niszczącym działaniem aktywnych form tlenu (wolne rodniki). Działa jak ”wymiatacz wolnych rodników”, których powstawanie jest w dużej mierze indukowane promieniowaniem UV.
Wydaje się, że produkt jest w 100% naturalny, ale nie jest tak do końca. Wszystkie wymienione wyżej super składniki są w dalszej części składu. Na początku króluje olej mineralny, który niestety naturalnym składnikiem nie jest. Mimo tego nie skreślam olejku, ponieważ ma w swoim składzie dużo wartościowych składników.

Jakie olejek ma działanie i co o nim sądzę?
Olejek pięknie pachnie i dobrze rozprowadza się na skórze. Stosowany regularnie niweluje szorstkość naskórka, dba o dobre nawilżenie i napięcie skóry co zapobiega powstawaniu rozstępów. To zauważyłam na pewno. Mam wrażenie, że delikatnie rozjaśnia blizny. Preparat zapobiega starzeniu się skóry, z racji zawartości olejku arganowego. Regularne masaże z jego zastosowaniem na pewno pomogą w zwalczaniu cellulitu. Nie wiem jak radzi sobie w przypadku zaczerwienienia, nierównomiernego kolorytu czy przebarwień posłonecznych, ponieważ nie mam z tym problemu.
Ja jestem zadowolona choć szkoda, że nie jest to w 100% kompozycja naturalnych składników. Olejek Dermapharm Multi od Eveline to jednak prawdziwa bomba witaminowa dla skóry, więc warto po niego sięgnąć i wypróbować. 
Koszt opakowania nie jest wygórowany i na stronie iperfumy.pl znajdziecie go za niecałe 27 złotych.
Znacie ten olejek? Stosujecie na ciało czy na twarz? Co o nim sądzicie?

Hugo Boss – Ma Vie – zapach mijającego lata

Lato mija nieubłaganie, wielka szkoda… Mimo, że jesień to jedna z moich ulubionych pór roku, zawsze kiedy lato odchodzi czuję smutek, nostalgię. Zazwyczaj letni czas to taka beztroska, długie dni, ciepłe wieczory, spacery, wyjazdy. Nawet kiedy spędzamy wakacje w pracy to zawsze jest jakoś luźniej, przyjemniej. Z latem kojarzą mi się też zapachy – kwiatów zbieranych na łące, ziół w ogrodzie, owoców zrywanych prosto z drzew. Mam też swoje ulubione perfumy, typowo letnie, orzeźwiające, dodające energii na cały dzień. Co roku wybieram inny zapach. Specjalnie, po to by właśnie konkretne nuty zapachowe kojarzyły mi się z konkretnymi wakacjami, wyjazdami. W ponure jesienno-zimowe dni i na przednówku przypominam sobie ten zapach i przywołuję w pamięci letnie wspomnienia. W tym roku moim zapachem numer jeden na lato była woda perfumowana ze sklepu iperfumy.pl, a mianowicie Hugo Boss, perfumy o nazwie Ma Vie. Wybrałam ten zapach w ciemno, bo spodobała mi się kompozycja nut zapachowych zamknięta w buteleczce. Wybór okazał się bardzo trafiony!

Kompozycja nut zapachowych wody perfumowanej Ma Vie Hugo Boss

Nuty głowy

kaktus

Nuty serca

róża, frezja, jaśmin

Podstawa

cedr, nuty drzew
Jaki jest zapach perfum Ma Vie?
Woda perfumowana Ma Vie to zapach dla silnych i niezależnych kobiet. Delikatna i lekka esencja zainspirowana jest kruchością duszy. Zapach jest świeży ale intensywny, o nieskomplikowanym składzie. Niecodzienna kompozycja podkreśla kobiecość, wyraża osobowość. Jest wyjątkową i czarującą wizytówką codzienności i nowoczesności. Kaktus, róża i jaśmin idealnie trafią w twój gust i zapewnią, że nikt ci się nie oprze.
Hugo Boss Boss Ma Vie to woda perfumowana dla kobiet umieszczona w skromnym flakonie o różowym kolorze. Design doskonale nawiązuje do samego zapachu. Czarujące upojenie i prawdziwy dotyk kwiatów. Chwile błogości, które nie muszą się kończyć.
Perfumy Ma Vie wyróżniają się niecodziennym zapachem. Nie
zlewają się w tłumie, otulają świeżością przez cały dzień. Nie są ulotne, a
wręcz przeciwnie bardzo trwałe. W pierwszej chwili wyraźnie czuć nuty kaktusa,
po chwili przebijają się kwiatowe nuty róży, frezji i jaśminu. Czuć je
wyraźnie, nie są jednak mdłe, namolne, nudne. Po kilku godzinach zostają z nami
nuty drzewne i cedr. Kocham takie połączenie kwiatów z nutami drzewnymi. To
powoduje, że zapach długo się rozwija, jest nieoczywisty, bardzo interesujący.
Perfumy Ma Vie dostępne są w wielu różnych pojemnościach. Na
iperfumy.pl możemy zaopatrzyć się w próbki o pojemności 1 i 5 ml a także kupić
pełnowymiarowe opakowania o pojemności 30, 50, 75 ml. Dostępne są również mleczko
do ciała, dezodorant w sprayu i żel pod prysznic. 
Ceny flakonów wahają się w zależności od pojemności. Moja buteleczka perfum Ma Vie o pojemności 30 ml to koszt 118,50 zł 
Jestem ciekawa czy wy również macie swoje ukochane zapachy na każdą porę roku. Napiszcie o nich w komentarzu, jestem ciekawa i chętnie wypróbuję coś nowego na jesień i zimę. 

Piękny wygląd i dobre samopoczucie na wyciągnięcie ręki.

Kredyt na mieszkanie, kredyt na
samochód, kredyt na wakacje. Wszystko możliwe i dostępne praktycznie od ręki.
Wystarczy dopełnić formalności i już można spełniać swoje marzenia. Oczywiście
z rozsądkiem i na miarę własnych możliwości. A gdyby tak można było poprawić
wygląd lub podreperować zdrowie na kredyt?

Źródło

W sieci i telewizji krąży wiele
programów na temat korekty urody i poprawy stanu zdrowia. Czasem sama je
oglądam, bo lubię popatrzeć jak lekarze za pomocą lasera, skalpela i innych
narzędzi chirurgicznych odmieniają życie innych ludzi. Często zagubionych,
onieśmielonych czy wręcz przytłoczonych własnym wyglądem i stanem zdrowia. Nieestetyczne
żylaki, rozległe przebarwienia na najbardziej widocznych partiach ciała, czasem
pamiątki po znacznej redukcji wagi ciała, oparzeniach czy wypadkach losowych.
Życie płata figle, wiele osób zmieniłoby to czy tamto w swoim wyglądzie by
odzyskać dawną pewność siebie i uśmiech. Marzą im się większe nosy, mniejsze
uszy, gładsza cera, nogi bez żylaków, mniejszy i bardziej jędrny brzuch lub
najzwyczajniej w świecie życie bez bólu w stawach czy kręgosłupie.
Zmiana w wyglądzie nie zawsze jest
widzi mi się czy objawem trwonienia pieniędzy. Bardzo często w programach typu „Sekrety
chirurgii”, „Życie bez wstydu” czy „Klinika urody” widzimy ludzi, którzy
naprawdę są zagubieni, zawstydzeni tym jak wyglądają. Bardzo często maluje się
na ich twarzach cierpienie i ból. Ich wygląd to często konsekwencje wypadku,
wcześniejszego trybu życia (otyłość, ciężka fizyczna praca), wielu porodów czy
choroby. Gdzie i kiedy zawinili że teraz muszą borykać się z problemami?
Bolesne spojrzenia innych ludzi, wytykanie palcami, problemy ze znalezieniem
pracy czy drugiej połowy, problemy z poruszaniem się – o tym najczęściej
słyszymy w ich wypowiedziach.
Jest też druga grupa ludzi,
którzy interesują się zmianą lub poprawą wyglądu. To osoby, które są świadome
tego, że życie jest tylko jedno a czas nieuchronnie przemija. Chcą wykorzystać
każdą chwilę, bawić się życiem i czerpać z niego garściami. Dlaczego więc mają
żyć przepełnieni kompleksami, bo natura nie obdarzyła ich wymarzonym wyglądem?
Dlaczego kobiety nie mają poczuć się bosko w swoim ciele, a mężczyźni bardziej
męsko? O ile świat byłby piękniejszy a ludzie bardziej spełnieni, gdyby mogli
bez problemu spełnić marzenia o idealnym wyglądzie. Marzenia są przecież po to,
by je spełniać. Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba umieć z tego w dobry
sposób korzystać.
Programy telewizyjne, o których
pisałam wyżej spełniają marzenia tylko niektórych. Najpierw trzeba wysłać SMS
lub wypełnić formularz zgłoszeniowy. Potem jest wiele etapów rekrutacji,
zdjęcia próbne i do programu dostają się tylko nieliczni. Czy to oznacza, że
tylko wybrańcy mogą zmienić coś w swoim wyglądzie? Oczywiście, że nie! Medycyna
rozwija się w bardzo szybkim tempie, postają coraz to nowsze metody poprawy
wyglądu i podreperowania zdrowia. Jak grzyby po deszczu otwierają się nowe
prywatne kliniki, które zajmują się korektą urody i zdrowia, i są gotowe nieść
pomoc każdemu. Dostęp do nich jest coraz lepszy, ponieważ powstają nie tylko w
dużych aglomeracjach ale także w coraz mniejszych miastach. Konkurencja wśród
prywatnych klinik jest duża, a więc i jakość niesionych usług jest warta uwagi.
Pacjenci mają do dyspozycji najczęściej jednoosobowe pokoje z klimatyzacją i
telewizorem. Do dyspozycji przez całą dobę jest personel medyczny. Komfortowe
warunki to także bezprzewodowy Internet i catering dostępny przez cały pobyt w
klinice. Brzmi fantastycznie, prawda?

W takich placówkach można zmienić
i poprawić praktycznie każdy element wyglądu, zaczynając od zębów (m.in.
implanty zębowe, wybielanie zębów) poprzez twarz (usuwanie przebarwień, poprawa
wyglądu nosa, uszu, korekta powiek itp.) i sferę intymną ( korekta budowy
narządów, nietrzymanie moczu),  a kończąc
na nogach i stopach ( żylaki, odleżyny). Krótkie terminy oczekiwania w kolejce,
szybkie rezultaty, bardzo dobre warunki i przystępne ceny to obietnice wielu
klinik urody. Wszystko wygląda bardzo atrakcyjnie, a jednak wciąż statystyczny
Polak nie decyduje się na żaden zabieg. W czym tkwi problem? Czyżby nie chcieli
niczego zmieniać? Przecież praktycznie każdy z nas marzy o poprawie tej czy
innej partii ciała. Tak już jest, że marzy nam się mniejszy nos, większe
piersi, młoda cera po 50tce. Często jednak jedynym problemem nie jest brak
odwagi czy uprzedzenia. Najczęściej problem tkwi w finansach!
Marzenia to jedno, ale kogo tak
naprawdę stać, aby lekką ręką wyłożyć pieniądze na korektę nosa, uszu, leczenie
otyłości czy chronicznych bólów w kręgosłupie? Zabiegi są drogie, a wielu z nas
nie ma możliwości odkładania co miesiąc na konto oszczędnościowe znaczącej sumy
pieniędzy. Mamy inne zobowiązania i tym sposobem marzenia o poprawie wyglądu,
pozbyciu się defektów skórnych czy bólu w kręgosłupie musimy odkładać na
wieczne kiedyś będzie mnie na to stać.
Czy rzeczywiście te marzenia nie spełnią się nigdy?

Są na szczęście kliniki, które
wychodzą tym marzeniom naprzeciw, oferując rozłożenie kosztów leczenia na raty.
Niby nic takiego, a jednak jak bardzo ułatwia to sprawę i przybliża
potencjalnego pacjenta do wykonania wymarzonego zabiegu. Taka oferta płatności
ratalnej otwiera przed szarym Kowalskim nieograniczone możliwości. Dużo łatwiej
jest przecież co miesiąc spłacać pewną sumę pieniędzy i cieszyć się nowym
wyglądem, niż pogrążać się w smutku i marzeniach, które wydają nam się
nierealne, bo nie mamy w schowku całej sumy pieniędzy.

Zabiegi medyczne z możliwością
rozłożenia płatności na raty oferuje m.in. sieć klinik Tourmedica (tourmedica.pl).

Czym jest Tourmedica?

To portal medyczny, który zajmuje
się szeroko pojętą tematyką leczenia, turystyki zdrowotnej i połączenia
wypoczynku z leczeniem. To nie tylko baza klinik urody, ale coś znacznie
więcej! To strona, która skupia oferty polskich klinik, placówek medycznych,
gabinetów lekarskich, ale także gabinetów kosmetycznych, ośrodków rehabilitacji
i odnowy biologicznej. Na Tourmedica znajdziemy także oferty  hoteli, pensjonatów czy uzdrowisk. Wszystko
po to, aby każdy zainteresowany poprawą wyglądu czy zdrowia miał w jednym
miejscu wszystko to czego potrzebuje. Strona internetowa portalu jest bardzo
dobrze skonstruowana. W przejrzysty sposób skategoryzowane są zabiegi medyczne.
Możemy przejrzeć i zapoznać się z wieloma ofertami w kategoriach m.in.:
stomatologia, chirurgia twarzowo-szczękowa, chirurgia plastyczna, medycyna
estetyczna, laryngologia, okulistyka, kardiologia, urologia, leczenie niepłodności,
onkologia, chirurgia ogólna, ginekologia estetyczna, ortopedia, bartatria
(leczenie otyłości), rehabilitacji a także sanatoria i SPA. Serwis przeznaczony
jest nie tylko dla osób polskojęzycznych. Strona funkcjonuje w czterech
językach: polskim, angielskim, niemieckim i rosyjskim. Portal medyczny pomaga
klientom z zagranicy zorganizować kompleksowo pobyt i leczenie w Polsce,
zaczynając od rezerwacji biletów i hoteli poprzez indywidualny serwis, a
kończąc na organizacji zabiegów.

Klienci korzystający z serwisu
Tourmedica mogą zdecydować się na leczenie najbliżej swojego miejsca
zamieszkania lub też wybrać klinikę, uzdrowisko czy pensjonat  w najdalszym krańcu Polski. Korzystanie z
usług możemy opłacić gotówką lub zdecydować się na leczenie ratalne. Konsultanci
portalu wychodzą naprzeciw klientom, którym zależy na poprawie zdrowia czy
korekcie urody, oferując indywidualne podejście, łatwy i szybki kontakt,
czytelne i przejrzyste oferty z podaniem cen i szczegółów odnośnie miejsca czy
personelu medycznego w danej placówce. Decydując się na leczenie za gotówkę
wszystko jest jasne, pytania mogą pojawić się odnośnie leczenia na raty.

Jak to dokładnie działa?

Płatność ratalna to specjalny
program finansowania płatnych usług medycznych. Doradcy kliniki oferują atrakcyjne
warunki finansowe, możliwość wyboru dowolnej placówki w Polsce, konkretnego lekarza
i zabiegu. To sprawia, że praktycznie każda oferta leczenia i poprawy zdrowia
może zostać kredytowana. Wystarczy na stronie tourmedica.pl wybrać spośród
ponad 4000 zabiegów, interesujący nas konkretnie zabieg. Kontaktujemy się z
doradcą portalu medycznego, który ustala z nami orientacyjny koszt leczenia. Następnie
umówieni zostajemy na konsultację z wybranym lekarzem w konkretnej placówce.
Wizyta jest konieczna, lekarz musi obejrzeć nasze niedoskonałości, porozmawiać
o naszym stanie zdrowia i ocenić czy kwalifikujemy się do zabiegu. 

Na wizycie
omawiana jest także ostateczna kwota operacji. Jeśli przejdziemy ten etap z
sukcesem i zaakceptujemy koszty zabiegu możemy przejść do dalszego punktu. Po akceptacji
kosztów leczenia otrzymujemy wniosek on-line. Wniosek należy dokładnie wypełnić
i odesłać. Po wysłaniu w ciągu 15 minut następuje weryfikacja i powinniśmy
otrzymać decyzję odnośnie udzielonego nam kredytu. Jeśli kredyt zostanie nam
przyznany, umawiamy się poprzez konsultanta portalu tourmedica.pl na dokładny termin
zabiegu w wybranej placówce. Tourmedica przekazuje środki finansowe na konto
wybranej kliniki czy uzdrowiska, a spłata ratalna następuje według ustalonego
wcześniej harmonogramu. Proste prawda?

Co ważne decydując się na taką
ścieżkę finansowania nie ponosimy żadnych wstępnych opłat i nie wpłacamy
żadnych zaliczek za rezerwację terminu zabiegu itp. Jednym kredytem możemy
objąć kilka zabiegów dla siebie lub podzielić zabiegi na kilku członków
rodziny. Jest też możliwość sfinansowania części zabiegu z zaoszczędzonych środków
własnych, a w części z udzielonego nam kredytu. Wszystko zależy od naszych
potrzeb i możliwości finansowych. To co jeszcze na pewno zaciekawi
zainteresowanych, to elastyczny harmonogram spłat. Raty w Tourmedica możemy
rozdzielić na kilka lub nawet kilkadziesiąt rat (np. 3,6,12, 24 lub nawet 48
rat).

Brzmi ciekawie prawda? Jak więc wybrać zabieg?

Wchodząc na stronę portalu
medycznego wszystko jest jasno i czytelnie opisane. Zabieg lub operację możemy
wyszukać przeglądając po kolei zakładki lub też wpisać konkretną nazwę w
wyszukiwarkę na stronie.

Przypuśćmy, że interesuje nas
leczenie otyłości. Wybieramy to zagadnienie z zakładki „Zabiegi i operacje”.
Następnie możemy wybrać rodzaj zabiegu. W tym przypadku będą to:

  • ·        
    leczenie otyłości
  •           chirurgiczne leczenie otyłości
  •           plikacja żołądka
  •           powtórna operacja bariatryczna
  •           zabieg usunięcia regulowanej opaski żołądkowej
  •           założenie regulowanej opaski żołądkowej
    chirurgicznie
Decydujemy się na zabieg, który
nas najbardziej interesuje np. „chirurgiczne leczenie otyłości”. Musimy wybrać także
miasto. To znacznie ułatwia wyszukiwanie placówki w niedalekiej odległości od
naszego miejsca zamieszkania. Nie ma potrzeby jechać do oddalonej miejscowości
i płacić dodatkowo za koszty dojazdu. Możemy leczyć się nieopodal. Chirurgiczne
leczenie otyłości najbliżej mojego miejsca zamieszkania jest w Sopocie.
Wybieram więc to miasto i mogę zapoznać się ze szczegółami. W moim przypadku
pojawiła się jedna klinika – Centrum Zdrowia i Urody Orchid. Na stronie mogę
zapoznać się ze szczegółami dotyczącymi placówki, obejrzeć zdjęcia sal dla
chorych, sali operacyjnej i pozostałych pomieszczeń. Placówka z Sopotu to
nowoczesne miejsce, które oferuje bogaty zakres konsultacji i zabiegów z
dziedziny chirurgii plastycznej, medycyny estetycznej oraz dermatologii,
urologii, gastrologii i chirurgii ogólnej. Jest to tzw. szpital jednego dnia,
co oznacza, że pacjent może wrócić do domu już po kilku godzinach od zabiegu.
Dla tych osób, które wolą pozostać w placówce dłużej przygotowane są luksusowe
pokoje z dostępem do telewizora, bezprzewodowego Internetu oraz kardiomonitora.
Nad zdrowiem i dobrym samopoczuciem czuwają przez całą dobę lekarze i
pielęgniarki. Pacjenci w sopockiej klinice mają dostęp do całodniowego
wyżywienia w postaci cateringu. Klinika ma także swoje laboratorium, w którym
wykonuje na bieżąco badania diagnostyczne. Ułatwia to znacznie pracę
personelowi kliniki. Jest to miejsce nowoczesne i wyposażone w sprzęt
najwyższej jakości. Co ważne leczyć możemy się tu zarówno za gotówkę jak i na
raty. W tym pomoże nam wspomniana wyżej Tourmedica.pl.

A jakie są koszty leczenia otyłości?

Na stronie Tourmedica.pl w
wybranej przez nas ofercie widnieje zakładka Cennik. Tu wszystko jest dokładnie
opisane. Każdy zabieg czy konsultacja ma swoją konkretną cenę lub widełki
cenowe. Wszystko zależy od stopnia skomplikowania operacji lub problemu z jakim
przychodzimy do kliniki. I tak omawiane leczenie otyłości w placówce w Sopocie to
koszt od 6800 do 15000 złotych. Wszystko w zależności od zastosowanej metody.

Na stronie Tourmedica.pl wybór
placówek jest ogromny. Jeśli z jakichś względów nie chcemy decydować się na
podjęcie leczenia najbliżej miejsca naszego zamieszkania, możemy porównać
ofertę klinik o podobnym zakresie usług w innych miastach. Wszystko jest bardzo
jasno i przejrzyście opisane i na pewno nie będziemy mieli kłopotu ze swobodnym
poruszaniem się po stronie.

Warto zaufać specjalistom i
skorzystać z usług portalu medycznego tourmedica.pl niż na własną rękę
przeszukiwać Internet w poszukiwaniu idealnej oferty poprawy zdrowia czy urody.
Portal to ogromne źródło wiedzy uporządkowanej w kategorie i zakładki dla lepszego
poruszania się po stronie. Konsultanci strony na pewno udzielą nam
szczegółowych informacji i pomogą znaleźć zabieg czy uzdrowisko na miarę
naszych możliwości. Warto pamiętać także o możliwości rozłożenia leczenia na
raty i spełnić marzenia o idealnym wyglądzie lub lepszym samopoczuciu już teraz
niż odkładać plany na wieczne nigdy.

Sesja ciążowa czy warto?

Kocham zdjęcia! Czy to robione komórką czy profesjonalnym aparatem. Niosą za sobą wspomnienia, pewną historię, są bezcenną pamiątką. Warto kolekcjonować zdjęcia, by potem po wielu latach móc powrócić myślami do pewnych sytuacji i historii życiowych. 
Kiedy zaszłam w ciążę od razu wiedziałam, że chcę uwiecznić ten piękny czas na zdjęciach. Bez różnicy czy przytyłabym 10 czy 30 kilo. Zdjęcia to zdjęcia i warto mieć do czego wracać, nawet jeśli przez ten czas nie wyglądało się jak z wybiegu. Rozumiem jednak, że część osób właśnie ze względu na samopoczucie i niekorzystny wygląd w ciąży nie decyduje się na takie sesje. 
Dziś chciałabym opisać wam czym warto się kierować myśląc o sesji ciążowej, w którym miesiącu wykonać zdjęcia i jak się przygotować do sesji.
25 tydzień ciąży

Wybór fotografa
To pierwsze pytanie, które przyszło mi na myśl. Wybrać profesjonalistę, który zajmuje się takimi sesjami na co dzień i ma w tej dziedzinie doświadczenie czy poprosić znajomą osobą by pstryknęła kilka zdjęć? Moje zdanie jest takie, że warto zainwestować więcej pieniędzy i mieć piękne fotografie na długie lata, niż poprosić znajomych by zwykłą „małpką” pstryknęli kilka ujęć. Przede wszystkim dlatego, że ciąża to czas ulotny, trwa jedynie 9 miesięcy i może się już nigdy nie powtórzyć. Nie wiemy przecież czy będzie nam dane posiadać więcej dzieci. Poza tym zdjęcia są po to, by pokazać je rodzinie, znajomym, mężowi, dziecku i naprawdę warto by były dobrej jakości. Przyjemniej ogląda się coś co jest naprawdę dobrze zrobione niż byle jak, byle tylko było. 

Ile to kosztuje?
No właśnie! Tu rozbieżność cenowa jest ogromna. Na Facebooku i w wyszukiwarce internetowej można znaleźć wielu fotografów, którzy zrobią nam zdjęcia ciążowe w plenerze bądź studio. Ceny wahają się od 100 zł do 2000 zł. Wszystko zależy czy dana osoba jest początkująca czy nie, czy ma już swoje studio i profesjonalny sprzęt czy dopiero stawia pierwsze kroki. Wiele zależy też od pomysłu, tego czy fotograf dysponuje swoim własnym studio czy wynajmuje je, czy udostępnia nam gadżety i stroje czy musimy zadbać o wszystko we własnym zakresie. Czasem zdarza się też tak, że początkujący fotograf chcąc zbudować swoje portfolio, wykonuje dobre zdjęcia za darmo lub jedynie za symboliczną kwotę. 
Warto przed podjęciem decyzji dopytać ile zdjęć wchodzi w pakiet, czy są poddane obróbce czy po prostu zrzucone z aparatu na płytę i tak nam oddane. Naprawdę warto przeliczyć koszt na jedno zdjęcie by mieć porównanie. Ja szukając fotografa znalazłam studio w Łodzi, które zrealizowałoby szalony pomysł na sesję ciążową w stylu PRL. W studio było wszystko co potrzebne do takiej sesji – pralka Frania, stolnica, stare radio i inny sprzęt i ubrania z tamtego okresu. Cóż z tego skoro otrzymałam odpowiedź, że jedno zdjęcie kosztuje 80 zł a realizują sesje od 5 zdjęć. Czyli miałabym jedynie 5 zdjęć za 400 zł, nie mówiąc o większej ilości fotografii i kosztach dojazdu do Łodzi.  Drogo! 
28 tydzień ciąży
Studio czy plener?
Z początku bardzo zależało mi na zdjęciach w plenerze. Marzyłam o jakimś nietypowym miejscu, może dzikiej plaży, rozwianych włosach i pięknej sukience. Potem zmieniłam zdanie, bo doszłam do wniosku, że w studio można o wiele więcej. W plenerze, żeby nie było nudno, trzeba się przemieszczać, co w ciąży bywa uciążliwe. Poza tym pogoda bywa zmienna, a sami wiecie jakie mamy lato tego lata. Decydując się na plener warto mieć kilka pomysłów np. plaża, park, ruiny albo łąka czy polana. Można pomyśleć o sesji w danym klimacie np zabrać gadżety i zrobić zdjęcia w stylu piknikowym, w zbożu lub lawendzie. W studio można wykonać piękne akty ciążowe na ciemnym tle lub piękne słodkie zdjęcia w pastelowym klimacie.
Z mężem/ partnerem czy solo?
Wyznaję zasadę – NIC NA SIŁĘ. Jeśli wasz mąż czy partner świetnie czują się przed obiektywem zabierzcie go ze sobą i razem wymyślcie scenariusz sesji. Wymyślcie stroje, pozy, miejsca na sesję. Razem będziecie się świetnie bawić. Jeśli natomiast wasza druga połówka nie czuje się dobrze przed obiektywem to nie zmuszajcie jej. Nie ma nic gorszego niż mina cierpiętnika na zdjęciach. Po co macie psuć humor sobie i innym ciągnąc opornego partnera na sesję. On nie będzie się dobrze czuł, wy będziecie zdenerwowane i cała sesja będzie bardziej przymusem niż dobrą zabawą. Nie wszyscy mężczyźni rozumieją sens wykonywania takich zdjęć, ale chyba zawsze efekty takiej sesji są dla nich bardzo pozytywne. 
W którym miesiącu wykonać sesję?
Wielu fotografów zaleca by na zdjęcia przyjść w 7-8 miesiącu. Uważam, że to dobry czas, ale bardziej skłaniałabym się na koniec 7, początek 8 miesiąca, niż na środek czy koniec 8. Przede wszystkim warto by brzuszek był już dobrze widoczny. To w końcu on ma grać główną rolę na zdjęciach. Nie warto zwlekać ze zdjęciami zbyt długo, ponieważ im bliżej rozwiązania tym jest ciężej, gorzej się czujemy i niestety nie mamy już ochoty na takie atrakcje. Poza tym może się okazać, że najzwyczajniej w świecie nie zdążymy zrobić zdjęć, bo dziecko pospieszy się na świat. 
Ja miałam 3 sesje ciążowe, ale wyszły one zupełnie przypadkiem. Byłam zdecydowana na jedną, główną w 33 tygodniu ciąży, ale po drodze nadarzyła się okazja na zdjęcia więc skorzystałam. Pierwsze zdjęcia wykonałam w 25 tygodniu kiedy brzuch w ogóle nie był  jeszcze widoczny. Bardzo żałowałam, bo plan sesji był świetny – sesja buduarowa, na łóżku z przepięknymi gadżetami. Druga sesja wyszła bardzo spontanicznie w 28 tygodniu podczas II Festiwlau Kobiecości w Gdyni (pisałam o tym tutaj). Trzecia  – główna odbyła się w studio w Gdańsku, w klimacie lekkim, pastelowym, dziewczęcym. Ze wszystkich zdjęć jestem bardzo zadowolona, tworzą one swojego rodzaju historię rosnącego brzuszka.
33 tydzień ciąży
Jak się przygotować do sesji?
Przede wszystkim ma być to dobra zabawa i tak trzeba potraktować sesję ciążową. Warto ustalić wcześniej z fotografem co powinnyście zabrać ze sobą. Nie wszyscy przecież mają w studio ubrania i gadżety. Wybierając się na zdjęcia warto zabrać ze sobą jasne jednolite stroje – sukienki, zwiewne kawałki materiałów, ciekawe dodatki. Wzorzyste ubrania źle wyglądają na takich zdjęciach, odciągają uwagę od głównego bohatera jakim jest brzuch. Zbyt jaskrawe czy czarne rzeczy to także nie najlepszy pomysł (czarny pomniejsza brzuch). Jeśli decydujecie się na akty warto zadbać o ładną bieliznę – by wykorzystać jej elementy na zdjęciach. Bywa też tak, że fotograf ma konkretną wizję waszej sesji – warto więc z nim ustalić w co macie się zaopatrzyć, co kupić czy czego unikać.
Bardzo istotny jest też makijaż, fryzura i manicure na sesji. Jeśli za coś płacimy przygotujmy się w 100% dobrze. Nie namawiam absolutnie do trwonienia pieniędzy na fryzjera czy makijaż, bo możemy przygotować się do sesji w domu. Ja idąc na sesję zainwestowałam we fryzjera, ponieważ sama nie umiałabym wykonać takiej fryzury. O makijaż i paznokcie zadbałam sama w domu.  
To chyba tyle w tym temacie, jeśli macie pytania – piszcie. Jestem na świeżo w tej kwestii, mogę coś doradzić czy podpowiedzieć. 
Napiszcie w komentarzach jak wy postrzegacie sesje ciążowe, uważacie że to fajna pamiątka czy zbędny wydatek?
Zdjęcia wykonali:
Aleksandra Siatecka Fotografia
Adam Małecki – Małeckiart
Małgorzata Michalak – gosiamichalak.com

Older posts Newer posts

© 2018 WIELKI KUFER

Theme by Wielki KuferUp ↑

Facebook