Zero waste – co to znaczy, jak zacząć, moje spostrzeżenia

Zero waste – co to znaczy, jak zacząć, moje spostrzeżenia

O zero waste zrobiło się ostatnio bardzo głośno. Powstają nowe grupy na Facebooku zrzeszające zerowastowców, w księgarniach pojawiają się książki na ten temat. Ale co to właściwie jest i o co chodzi w tej idei?

Zero waste to w dosłownym tłumaczeniu zero śmieci czyli życie bezodpadowe, bez generowania odpadów. Chodzi o to by rezygnować z rzeczy, których nie potrzebujemy, minimalizować ilość zakupów, używać ponownie i przetwarzać z pozoru już bezużyteczne przedmioty, kompostować to co się da (zasada 5R).

Pewnie złapiesz się teraz za głowę i pomyślisz: Czy to możliwe żeby w ogólnie nie generować śmieci?? Jak do tego dojść? Od czego zacząć?

Ja pierwszy raz o idei zero waste przeczytałam już dawno temu na łamach gazety Hipoalergiczni. W jednym z numerów był wywiad z Beą Johnson, autorką bloga Zero Waste Home, książki Pokochaj swój dom i propagatorką ruchu Zero Waste w Stanach Zjednoczonych. W wywiadzie Bea opisywała w jaki sposób zredukowała ilość produkowanych śmieci i pamiętam jak dziś, że na zdjęciach była uwieczniona ze słynnym słoikiem. Słoik Bei to roczny urobek śmieci, który wyprodukowała w domu wraz z rodziną z odpadów, których nie dało się w żaden sposób przetworzyć czy użyć ponownie. Pamiętam jak dziś, że po przeczytaniu tego artykułu uśmiechnęłam się pod nosem i jednoznacznie stwierdziłam, że to jest niemożliwe, aby produkować tak mało śmieci i to na pewno jest zwykły chwyt marketingowy. O całej sprawie zapomniałam i życie płynęło dalej. 

Jako, że tematyka ekologii, bliskości naturze jest mi bliska, co jakiś czas stykałam się gdzieś w sieci i mediach społecznościowych z informacją o redukcji śmieci, ponownym wykorzystywaniu potencjalnych odpadów, kompostowaniu i robieniu zakupów do własnych pojemników. Jak nic była o tematyka, o której wcześniej pisali w Hipoalergicznych. Szukałam, myślałam… Tak też trafiłam na blogi Kasi (ograniczamsie.com), Julii (nanowosmieci.pl), Kornelii (korneliaorwat.pl). I nagle coś do mnie przemówiło i powiedziałam:

Ja też tak chcę!

Nie wiedziałam jednak od czego zacząć. Czy rzucać się na hura i robić rewolucję w domu czy też wybrać metodę małych kroków i stopniowo wprowadzać zmiany. Wybrałam tą drugą drogę i stopniowo od pół roku wprowadzam zmiany w samej sobie i we własnym otoczeniu.

Zero waste – od czego zacząć?

Ja zaczęłam od zrobienia rachunku sumienia w temacie produkcji śmieci w domu i zakupów, które z mężem robimy kilka razy w tygodniu. Z rozeznania wyszło mi, że co tydzień wyrzucamy do kosza ogromny worek plastików ( głównie butelki po wodzie, mleku, jogurtach, opakowania po wędlinach i serach) oraz szkła i makulatury. Poza tym kupujemy zbyt dużo artykułów spożywczych w plastikowych opakowaniach (ser, nabiał, wędliny), bo tak nam było wygodniej. Od razu zapisałam, że powinniśmy zredukować ilość odpadów plastikowych. Na plus zapisałam to, że od dawna robimy zakupy do własnych plastikowych lub materiałowych siatek, oraz że nie pakujemy warzyw w woreczki w sklepach, tylko podajemy je do ważenia na kasie luzem. Z jednej strony byłam więc sporo do przodu w temacie zero waste, z drugiej wciąż było jeszcze wiele do zrobienia. Takie zapiski to dobre odniesienie w późniejszym etapie. Można na ich podstawie oszacować jak duży krok do przodu zrobiliśmy.

I co dalej?

Kolejnym krokiem w temacie zmniejszenia ilości odpadów była chęć robienia zakupów do własnych pojemników. Z tym miałam największy problem, ponieważ obawiałam się, że spotkam się z odmową lub nieprzychylnymi komentarzami w sklepach. Zebrałam się jednak w sobie i na cel wzięłam osiedlowe sklepy – delikatesy, sklep mięsny i warzywniak. Po prostu poszłam i wprost zapytałam czy byłaby możliwość pakowania mięsa, serów, wędliny i warzyw do moich pojemników. Jakież było moje zdziwienie kiedy sprzedawczynie bez problemu się zgodziły. Były co prawda ciekawe skąd taka decyzja, więc spokojnie wytłumaczyłam, że chcę ograniczyć ilość odpadów i zmniejszyć ilość plastikowych opakowań. Nie było żadnych komentarzy, że to nie jest higieniczne, że szef się przyczepi czy że Sanepid nie pozwala. 

I tak się zaczęło

Moja przygoda ze zmniejszaniem ilości odpadów zaczęła się latem od rozeznania i zakupów do własnych opakowań. Kolejnym krokiem była zwiększona świadomość i dokonywanie dobrych wyborów. Jeśli mam do wyboru produkt w szkle i w plastiku, wybieram ten ze szkła. Zrezygnowaliśmy z kupowania wody w butelkach, ponieważ mamy założony filtr odwróconej osmozy i śmiało możemy pić wodę z kranu. Kupując kosmetyki zwracam uwagę, aby były bez dodatkowych folijek, kartoników itp. Wybieramy też produkty lepszej jakości ( sprzęty, artykuły, które mają nam służyć jakiś czas), niż tanie, ale jednorazowe rzeczy. Staram się, aby górę w zakupach brał minimalizm. Nie popadam jednak w skrajności i wolę iść małymi krokami do celu, ale trwać w tej idei naprawdę, niż zrobić  rewolucję ale ze słomianym zapałem. 

Ale właściwie po co to wszystko?

No tak, po co się wysilać skoro i tak inni produkują masę śmieci. A no po to, że jeśli i ja i ty zaczniemy myśleć to, 

  1. będzie nas więcej i więcej, i ta idea będzie miała coraz większy zasięg i sens.

  2. producenci będą zmuszeni odpowiedzieć na nasze potrzeby i zaczną produkować jedzenie, kosmetyki i inne artykuły w opakowaniach szklanych lub bez opakowań, a nie wszystko w plastikach. Za głosem zero waste poszła już manufaktura naturalnych kosmetyków Jan Barba. Kupując ich kosmetyki można przynieść własne opakowanie i właśnie do nich zostanie zapakowany krem czy serum. Niestety ma to na razie zasięg lokalny, na terenie Warszawy. Cieszę się jednak niezmiernie, bo to oznacza, że są ludzie, którzy chcą iść za głosem zero waste!
  3. aby nasze dzieci i wnuki także mogły cieszyć się czystym powietrzem, a zwierzęta nie ginęły uduszone folią. Odkąd zostałam mamą nie jest mi obojętne czym będzie oddychać moja córka za X lat. Ty też powinnaś/powinieneś się nad tym zastanowić. 

  4. abyśmy przestali być leniwi i zaczęli myśleć, dokonując wyborów podczas zakupów i codziennych sytuacji. 

Gdzie warto zajrzeć po więcej informacji?

Jeśli zainteresuje cię ta tematyka polecam zajrzeć na blogi Kasi (ograniczamsie.com), Julii (nanowosmieci.pl), Kornelii (korneliaorwat.pl). Jest też kilka książek dotyczących zero waste: Bea Johnson Pokochaj swój domAmy Korst Styl życia Zero wastea także nasza rodzima, autorki Kasi Wągrowskiej z bloga Ograniczam się – Życie zero waste.

Na Facebooku jest kilka grup dotyczących idei zero waste. Praktycznie każde miasto ma swoją ( w Trójmieście jest Zero waste Trójmiasto), jest też ogólnopolska Zero Waste Polska. Zostań także ze mną na dłużej, ponieważ na łamach bloga chcę pokazać, że bycie zero waste wcale nie jest takie trudne i nie wymaga rewolucji w życiu. Jedyne co musisz zrobić to przestać być leniwym i wygodnym i zacząć myśleć w codziennych sytuacjach.

To jak wchodzisz w to?

(Visited 105 times, 1 visits today)


  • O Zero Waste po raz pierwszy czytałam u Bogusi 🙂

  • Super! Kupowanie do swoich pojemników to ogromny krok w przód 🙂 Ja zamówiłam wczoraj kompostownik.

    • Wow super! Ja tez chciałam ale mój mąż na razie nie może się przekonać. Nic na sile, wolę małymi krokami iść na przód. Do czego będziesz potem wykorzystywać kompost?

      • Zwiozę rodzicom na działkę 😛 bo ja nie mam kwiatów przez moje kocury, one wszystko zeżrą 😛

  • Też czytałam kiedyś ten artykuł… Co mnie przeraża – wszystko teraz jest pakowane w kilka opakowań, Nawet zwykłe ciasteczka muszą być w kartoniku, a do tego wytłoczka, a całość jeszcze w foli… Po co?

    • No właśnie chyba chodzi o wygląd całości, aby było kuszące. Mnie dołuje jak widzę naturalne kosmetyki tak popakowane. Niestety znam przynajmniej 2 ze znanych marek naturalnych kosmetyków, które wkładaja swoje produkty do tekturowych tub. Po co? Przecież konsument i tak zaraz ja wyrzuci

  • No właśnie to prawda, żeby zmienić świat trzeba zacząć od siebie. Właśnie też zauważylam spore zużycie plastików czy papieru u nas, ale zwykle robię zakupy po pracy i nie chciałabym brać pojemników do pracy, żeby potem w sklepach prosić o oakowanie, albo wymyśleć coś innego. Wodę też od dłuższego czasu piję z kranu, ale korzystamy z filtra Dafi po prostu i dzbanka 🙂

  • Ja też od jakiegoś czasu kupuję do własnych pojemników 🙂 Od dłuższego (kilka lat) czasu kupuję sporo warzyw i owoców luzem, o ile są duże i nie biorę ich zbyt wiele. Więc zarówno w warzywniaku, jak i na taśmie w Biedronce kładę kilka marchewek, albo kiwi czy czegoś tam – nigdy nie spotkałam się z żadnym komentarzem (nawet niewerbalnym). A od krótszego czasu (kilka tygodni) do ulubionego warzywniaka chodzę z pudełkami, do których kupuję suszone owoce, orzechy, surówki itd. i też nie ma żadnego problemu 🙂

    • Cieszę się że jest sporo osób, które wykluczają plastik z życia. Warto dawać dobry przykład innym, bo dzięki temu będzie nas więcej.

  • Zaskoczyłaś mnie tym, że nikt nawet nie komentuje zakupów do własnych pojemników. Fajnie 💪🏻

    • Myślę że nie wszędzie może być tak łatwo, ale póki co nie spotkałam się z odmową.

  • Czytałam o tym u Bogusi 🙂


Facebook