WIELKI KUFER

Monika Laskowska

Tag: Lawenda

Kosmetyki z lawendą do 20 złotych

Kocham lawendę! Jej kolor, zapach i właściwości. Jest cudownym ziołem na uspokojenie, bezsenność i ogólne rozdrażnienie. 
Lawenda ma też szereg innych właściwości. 
Działa przeciwbólowo, przeciwmigrenowo. Można dodać do kąpieli w wannie ok 10 kropli olejku eterycznego z lawendy lub do woreczka z płótna lub organzy wrzucić garść kwiatów lawendy. Taka kąpiel bardzo odpręży nie tylko ciało, ale i umysł. Z wanny wyjdziemy zrelaksowani. Jeśli posiadamy tylko prysznic to proponuję zawiesić woreczek w bliskiej odległości od strumienia wody. Ciepła woda przepływając przez woreczek również rozprzestrzeni lawendowy aromat.
Lawenda doskonale rozgrzewa i można ją stosować do masażu – kilka kropel olejku lawendowego wlać do oliwki do masażu i masować obolałe, spięte miejsca. W ten sposób podziała też na bóle stawów i w przypadku reumatyzmu. 
Po lawend warto sięgać w postaci naparów, olejków do masażu czy kąpieli, sakiewek relaksacyjnych a także kosmetyków. O domowych kosmetykach z lawendą pisałam TU. Możecie śmiało przygotować je samodzielnie w domu. Dziś natomiast przedstawię kilka gotowych kosmetyków z lawendą w cenie do 20 złotych.
Kosmetyki z lawendą do 20 złotych 
Delikatne perełki kąpielowe z walerianą i lawendą umilą nam kąpiel i zrelaksują. Małe kuleczki wyglądają jak kawior lub drobne ziarenka pieprzu. To wielka atrakcja dla dzieci podczas kąpieli. Dodatkowo ułatwią  zasypianie po ciężkim i stresującym dniu. Prawda, że fajne? Cena ok 10 zł

Firmę L’Occitane zna wiele osób. Produkuje ona kosmetyki oparte na naturalnych składnikach. Mydło lawendowe to 100% roślinne mydło z dodatkiem masła shea. Zapach lawendy jest dobrze wyczuwalny i długotrwały. Mydełko przeznaczone jest do codziennego stosowania, nie wywołuje podrażnień i nie wysusza skóry. Cena ok 20 zł

Polska firma Sylveco wypuściła jakiś czas temu serię Biolaven czyli kosmetyki z lawendą. Znam te kosmetyki i żel, który widzicie na zdjęciu recenzowałam tutaj
Kosmetyk zaskoczył mnie pozytywnie zapachem lawendy, ale ciut rozczarował konsystencją. Jest ona rzadka, wodnista, mi nie do końca odpowiada, ponieważ bardziej lubię gęste, treściwe żele do twarzy. Skład kosmetyku jest bardzo dobry. Jeśli lubicie rzadsze żele do mycia twarzy, to jak najbardziej polecam żel Biolaven. Cena ok 20 zł

Jeśli borykacie się z suchą skórą na ciele to polecam dodawać do wanny kilka łyżek oleju kokosowego lub zaopatrzyć się w olejek do kąpieli. Saloos Bath ma taki olejek o zapachu lawendy, który nie tylko nawilży i natłuści suchą skórę, ale także zrelaksuje i ukoi nerwy po ciężkim dniu. Olejek jest w cenie ok 19 zł.




Zostajemy w temacie kąpieli. Czeska firma RYOR ma w swojej ofercie żel pod prysznic lawendowy. Kosmetyk ten doskonale oczyszcza skórę całego ciała. Może być używany do higieny intymnej. Dzięki zawartości kwasu mlekowego łagodzi skórę i przywraca jej naturalne pH. Żel pod prysznic RYOR z lawendą nie zawiera mydła, więc nie wysusza i nie podrażnia skóry. Przeznaczony jest do codziennego stosowania. Żel pod prysznic RYOR Lavender Care może pochwalić się tytułem Produkt Dobrej Jakości, który otrzymał podczas Beauty Expo 2009 przede wszystkim dzięki temu, że przyjemnie pachnie lawendą. Zapach na skórze utrzymuje się do kilku godzin.  Koszt to ok 19 zł za 200 ml

Wszystkie kosmetyki, które zostały wymienione w tym artykule możecie nabyć w bardzo dobrych cenach na stronie iperfumy.pl

Znacie wyżej wymienione kosmetyki z lawendą? Może polecicie coś jeszcze w cenie do 20 złotych?

Trzy żele do twarzy Sylveco – tymiankowy, rumiankowy i Biolaven – porównanie.

Znam prawie wszystkie kosmetyki Sylveco i jestem z nich naprawdę zadowolona. Z kosmetykami bywa jednak tak, że jeden z pewnych względów podpasuje nam bardziej, a inny mniej. Czasem zapach koliduje z naszymi upodobaniami, czasem zachwyci nas konsystencja. Jak było w przypadku żeli Sylveco?
W ofercie tej firmy są 3 żele – dwa z nich czyli tymiankowy i rumiankowy to stricte Sylveco. Trzeci z nich lawendowy to także Sylveco, ale z serii Biolaven. Używałam w tym samym czasie wszystkich trzech żeli, by jak najlepiej poznać ich właściwości i móc dobrze ocenić każdy z nich. Wyrobiłam sobie o każdym zdanie. Zauważyłam wiele pozytywnych cech. Nie wszystkie żele jednak równo skradły moje serce. Zobaczcie, który z nich okazał się najlepszy, a który stawiam na trzecim miejscu.

Wszystkie trzy kosmetyki dobrze myją i oczyszczają skórę. Mają dobry, naturalny skład i są delikatne. Opakowanie to pękate buteleczki niewielkich rozmiarów z pompką. Bardzo fajne rozwiązanie, tym bardziej, że takie buteleczki świetnie nadają się potem w podróży.

Żel tymiankowy był moim pierwszym żelem do twarzy z Sylveco. Zachwyciłam się przede wszystkim zapachem, bo jest ziołowy, tymiankowy, cudowny! Jeśli lubicie takie nuty ziołowe, to na pewno ten żel przypadnie wam do gustu. Konsystencja jak dla mnie w sam raz, nie jest ani zbyt gęsta, ani za rzadka. Kosmetyk świetnie nadaje się do mycia szczoteczką soniczną Clarisonic, której używam kilka razy w tygodniu do mycia twarzy. Poręczna buteleczka i pompka ułatwiają stosowanie żelu, a bardzo dobry skład zachęca do zakupu. Jestem z tego żelu bardzo zadowolona.

Kolejnym żelem w mojej kolekcji był żel Biolaven, również z Sylveco. Ten żel zaskoczył mnie pozytywnie zapachem lawendy, za którą przepadam, ale ciut rozczarował konsystencją. Jest ona rzadka, wodnista, mi nie do końca odpowiada. Kosmetyk podobnie jak ten tymiankowy jest w poręcznej buteleczce z pompką. Skład jest równie dobry. Jeśli lubicie rzadsze żele do mycia twarzy, to jak najbardziej polecam żel Biolaven.
Ostatnim żelem do mycia twarzy w mojej sylveco’wej kolekcji jest żel rumiankowy. Ten żel stosuję kilka razy w tygodniu, a nie jak poprzednie codziennie. Głównie dlatego, że żel rumiankowy zawiera kwas salicylowy, który mojej twarzy służy jedynie w małych ilościach. Konsystencja rumiankowej wersji jest taka sama jak w przypadku żelu tymiankowego – dla mnie idealna, niezbyt gęsta, ale też nie wodnista jak Biolaven. Zapach ciekawy, lekko kwaskowaty, owocowy, ale wyczuwam też kwas salicylowy. Z kosmetyku jestem zadowolona. Poleciłabym go szczególnie cerom mieszanym, tłustym i zanieczyszczonym.
Jeśli miałabym wybierać to pierwsze miejsce zajmuje u mnie tymiankowa wersja Sylveco. Jestem w niej zakochana i na pewno kupię ponownie. Uwielbiam zapach tymianku, bo jest orzeźwiający, pobudzający, po prostu cudowny! Dodatkowo mało jest kosmetyków, które mają takie ziołowe nuty zapachowe. Drugie miejsce zajmuje u mnie żel rumiankowy. Lubię go, ale tak jak wspomniałam wyżej nie mogę stosować go codziennie ze względu na zawartość kwasu salicylowego. Brązowy medal natomiast przyznaję żelowi lawendowemu z Biolaven. Jako kosmetyk myjący jest bardzo, zapach także mi się spodobał, ale konsystencja już niekoniecznie.
Ciekawa jestem czy wy znacie wszystkie powyższe żele do mycia twarzy Sylveco? Jakie jest wasze zdanie na ich temat?

 

Ps. Koszyk pochodzi z Pracowni Esy Floresy – Joanny Gessler (klik)

DIY – Płukanka ziołowa do włosów – wzmacnia, nabłyszcza i zapobiega wypadaniu.

W telewizji i gazetach aż roi się od reklam kosmetyków do włosów. Mają wzmacniać, zapobiegać wypadnaiu i z cienkich kosmyków w przeciągu doby zrobić bujną fryzurę. Niestety nic nie bierze się z powietrza i tak naprawdę tylko ciężką pracą i systematycznością możemy osiągnąć upragniony efekt zdrowych, błyszczących i puszystych włosów. 

Włosy stają się matowe, łamliwe i suche z różnych przyczyn. Może to być zła dieta, choroby, stres czy palenie papierosów. Czasem zbyt częste mycie i farbowanie powoduje suchość, łamliwość i ogólnie zły stan włosów. Bywa także, że  genetycznie mamy słabe włosy, ale mimo wszystko warto wzmacniać je od wewnątrz i od zewnątrz. Polecam picie pokrzywy i skrzypu. Przy regularnym stosowaniu włosy i paznokcie stają się mocniejsze, bardziej elastyczne i z połyskiem. Dodatkowo regularne picie pokrzywy doskonale wpływa na trawienie i redukuje zbędne kilogramy. Pokrzywa dobrze działa także na układ moczowy i zapobiega infekcjom. Można także przyjmować doustnie suplementy diety z witaminami dla wzmocnienia słabych włosów i paznokci. Od zewnątrz polecam wcierki na bazie ziół, delikatne szampony oraz ziołowe płukanki lub na bazie octu jabłkowego. 

Ja dziś mam dla was przepis na naturalną płukankę, którą możemy stosować po myciu do ostatniego płukania jak i jako mgiełkę do spryskiwania włosów i wcierania w skórę głowy. 
Przepis na jej stworzenie jest niezwykle prosty:

Przepis na płukankę do włosów:
Po 1 łyżce stołowej następujących ziół należy wsypać do słoika, dzbanka itp i zalać wrzątkiem. Zostawić pod przykryciem do naciągnięcia, odcedzić.Stosować do ostatniego płukania włosów tuż po myciu lub w postaci mgiełki do wcierania w skórę głowy.
  • korzeń pokrzywy
  • lisć pokrzywy
  • ziele skrzypu 
  • kora dębu – przy ciemnych włosach lub rymianek przy jasnych włosach
  • korzeń łopianu
  • lawenda
  • nasienie kozieradki
  • ziele rdestu ptasiego
  • ziele rozmarynu
  • korzeń żywokostu
Wszystkie zioła są dostępne w sklepach zielarskich i aptekach. Wiem, że taka ilość ziół może przyprawić o ból głowy, ale nie musicie stosować aż tylu. Można spokojnie przygotować napar z 2-3 wybranych ziół. 
Poniżej znajdziecie kilka słów o każdym z ziół:
  • Pokrzywa korzeń i liść. Pokrzywa jest bogata w sole mineralne i witaminy. Ma działanie wzmacniające i nabłyszczające. Regularne jej stosowanie w postaci płukanek gwarantuje błyszczące, zdrowe włosy.
  • Ziele skrzypu – skrzy zawiera krzemionkę, która wzmacnia i odbudowuje włosy i paznokcie. Jest to szczególnie ważne kiedy borykamy się z łamliwymi lub kruchymi włosami i paznokciami
  • Koda dębu – przyciemnia włosy, nadaje im ładny brązowy odcień. Polecany dla włosów ciemnych i rudych. Rumianek natomiast polecam blondynkom. Redularne stosowanie w postaci wcierek lub  plukanek rozjaśni włosy i nada im blasku.
  • Łopian ma wlaściwości wzmacniające. Regeneruje uszkodzenia w strukturze włosów i wzmacnia cebulki.Regularne stosowanie zapobiega wypadaniu włosów.
  • Lawenda ma działanie bakteriobójcze i odświeżające. Stosowana w płukankach hamuje szybkie wydzielanie sebum, dzięki czemu włosy sa dłużej świeże. Lawenda długo utrzymuje się na włosach, dzięki czemu przyjemnie pachną.
  • Nasienie kozieradki – kozieradka jest w blogosferze bardzo modna. Dzięki niej wiele dziewczyn cieszy się wspaniałymi gestymi włosami. Kozieradka ma działanie antyzapalne. Można ją stosować na skórę przy podrażnieniach, zapaleniu skóry również głowy. Zapobiega wypadaniu włosów i uwaga!  – przyśpiesza porost!
  • Ziele rdestu ptasiego odżywia i regeneruje skórę. Płukanka z zawartością rdestu nadaje włosom połysk, wzmacnia cebulki, wspomaga regenerację włosów.
  • Ziele rozmarynu działa bakteriobójczo i odświeżająco. Przedłuża świeżość i nadaje przyjemny zapach włosom. 
  • Korzeń żywokostu – nadaje miękkość i blask włosom. Działa bardzo dobrze na suchą skórę głowy, zapobiega łuszczeniu się skóry, co często możemy zauważyć stosując szampony z SLS lub SLES. 
(Informacje o ziołach zaczerpnęłam z następujących źródeł: M. Gorzkowska „Zioła jak zbierać, przetwarzać i stosować”, A. Ożarowski „Ziołolecznictwo” poradnik dla lekarzy, www.rozanki.li)
To od was zależy, które zioła wybierzecie do przygotowania płukanki. Moją bazą jest skrzyp i pokrzywa, często dodaję też resztę wymienionych wyżej ziół, czasem tylko niektóre. 
Płukankę przygotowuję ją codziennie wieczorem w szklanym dzbanku, zaparzam i zostawiam do ostygnięcia. Następnie przelewam do plastikowej butelki i stosują codziennie rano jako ostatnie płukanie. Napar rano jest chłodny, więc dobrze działa też na zamknięcie łusek włosów po myciu szamponem. Można też nap;ar wcierać w skórę głowy jako wcierkę. 
Trwałość kosmetyku: maksymalnie do 3 dni, najlepiej jest robić płukankę na świeżo lub przechowywac w lodówce.
Pamiętajcie, że rezultaty nie będą widoczne od razu. Stosowanie płukanki wymaga odrobiny czasu i cierpliwości. Ja zauważyłam pierwsze efekty już po tygodniu. Włosy były dłużej świeże i błyszczące. Efekty w postaci wzmocnienia włosów, zahamowania wypadania będą widoczne po około miesiacu regularnego płukania i wcierania płynu.

Zrób sobie kosmetyk: Wyciszajacy tonik ziołowy z szałwią i rumiankiem o zapachu lawendy.

Uwielbiam ten tonik. Jest moim numerem 1 od kiedy zaczęłam robić kosmetyki. Receptura wpadła mi do głowy przypadkiem, bo chciałam czegoś zdecydowanego pod względem zapachu, ale o działaniu dobrym dla skóry mieszanej. I tak po otwarciu szafki z moimi specyfikami doszłam do wniosku, że szałwia i rumianek stworzą duet doskonały. I tak też się stało.
Szałwia ma przede wszystkim właściwości antybakteryjne i odkażające. Wpływa na przywrócenie prawidłowej gospodarki sebum, zmniejszenie widoczności porów. Jest idealna dla skóry tłustej, mieszanej, zanieczyszczonej. 
Rumianek z kolei działa kojąco, łagodzi podrażnienia, świetnie sprawdza się przy skórze suchej, wrażliwej.
Połączenie tych dwóch ziół idelanie sprawdza się u mnie, ponieważ strefa T jest przetłszczająca się i szybko zanieczyszczająca, ale policzki są wrażliwe, suche. Aby było aromatycznie dolałam do toniku kilka kropel olejku lawendowego, który koi, uspokaja ale jest też bakteriobójczy. Idealny dla zestresowanej skóry z tendencją do przetłuszczania się i podrażnień. 

Składniki:

– 1 saszetka szałwi lekarskiej (do kupienia w sklepach zielarskich, aptekach, często także w sklepach spożywczych)
– 1 saszetka rumianku
– wrzątek 200 ml
–  butelka z ciemnego plastiku lub szkła
– olejek lawendowy 5-10 kropli w zależności od wielkości butelki
Przygotowanie:

Saszetki ziół umieszczamy w szklance, zalewamy wrzątkiem i pozostawiamy pod przykryciem na 20 minut do naciągnięcia. Po tym czasie, kiedy napar się ostudzi przelewamy go do butelki. Kiedy całkiem ostygnie wkraplamy olejek lawendowy, który nada zapach, będzie miał działanie bakteriobójcze i uspokajające oraz podziała na tonik jak konserwant. Tonik jest dość ciemny, z uwagi na zioła.
Trwałość toniku:

Ok 7 dni. Jeśli będziemy go przechowywać w chłodnym i zacienionym miejscu to termin przydatności na pewno ulegnie wydłużeniu. U mnie spokojnie wytrzymał 14 dni. Można go także trzymać w lodówce.
Jak wam się podoba? Mieszacie zioła dla uzyskania pożądanych efektów?

Lawenda w kosmetyce – właściwości i kilka przepisów na domowe kosmetyki.

Obiecałam wam serię postów z ziołami w roli głównej, a więc słowa dotrzymuję. Seria zacznie się od lawendy, jej właściwości i zastosowania wśród kosmetyków. Aby było ciekawiej będzie też kilka przepisów na domowe kosmetyki lawendowe. 


Lawenda należy do rodziny Lamicea (wargowate), pochodzi prawdopodobnie z Indii, Persji lub Wysp Kanaryjskich. Następnie została przeniesiona do basenu Morza Śródziemnego.  Lawendowymi koneserami byli Rzymianie, którzy lubowali się w kąpielach z dodatkiem tej
rośliny. To właśnie Rzymianom lawenda zawdzięcza swoją nazwę. „Lawenda” wywodzi się z łacińskiego czasownika lavo – lavare, co oznacza myć. Była wykorzystywana także jako przyprawa, hodowali ją mnisi w przyklasztornych ogrodach. Lawenda doskonale konserwowała mięso i inne przetwory. Do Polski trafiła w czasach chrześcijaństwa. Obecnie hodowana jest w wielu regionach, ale mówi się, że to „narodowa” roślina Anglików, ponieważ to oni stworzyli przemysł kosmetyczny oparty na olejku eterycznym pozyskiwanym z lawendy.

Zastosowanie:

Lawenda ma działanie uspokajajace, przeciwbólowe, przeciwmigrenowe. Można dodać do kąpieli w wannie ok 10 kropli olejku eterycznego z lawendy lub do woreczka z płótna lub organzy wrzucić garść kwiatów lawendy. Taka kąpiel bardzo odpręży nie tylko ciało, ale i umysł. Z wanny wyjdziemy zrelaksowani. Jeśli posiadamy tylko przysznic to proponuję zawiesić woreczek w bliskiej odległości od strumienia wody. Ciepła woda przepływając przez woreczek również rozprzestrzeni lawendowy aromat po kabinie prysznicowej. Można też wykonać parówki lawendowe. 

Jako, że lawenda działa także rozgrzewająco można ją stosować do masażu – kilka kropel olejku lawendowego wlać do oliwki do masażu i masować obolałe, spięte miejsca. W ten sposób działa też na bóle stawów i w przypadku reumatyzmu. 

W przypadku bezsenności lawenda działa uspokajająco i wykorzystuje się jej kwiaty przy bezsenności. Zapach lawendy pomaga w zasypianiu.

 
Bakteriobójczo i antyseptycznie – w przypadku trądziku, tłustej i mieszanej skóry. Łagodzi podrażnienia i działa oczyszczająco więc mogą ją stosować wszystkie cery. Osobom, które borykają się z nadpotliwością m.in. stóp i dłoni polecam kąpiele w lawendzie. Odświeży ona skórę, zadziała dezodorująco i zapobiegnie przykremu zapachowi potu.
Można stosować wcierki na bazie lawendy w przypadku włosów przetłuszczających się. Lawenda zmniejszy przetłuszczanie się skóry głowy, wzmocni i poprawi kondycję włosów.
Lawenda stosowana wewnętrznie w formie herbaty  reguluje perystaltykę jelit i dróg żółciowych, przeciwdziała wzdęciom i bólom brzucha.  Wspomaga wydzielanie soku żołądkowego oraz hamuje nadmierny rozwój flory bakteryjnej. Można ją stosować do płukania gardła, w przypadku infekcji oraz w przypadku nieświeżego oddechu. W sytuacjach stresowych działa podobnie do melisy – wycisza i uspokaja.
Kosmetyki lawendowe dostępne są w drogeriach, ale uwaga! Sprawdzajcie składy, czy rzeczywiście jest to prawdziwa wartościowa lawenda czy sztuczny aromat.
A teraz kilka przepisów na domowe kosmetyki lawendowe. Wszystkie, poza dezodorantem, wykonałam w domu i stosuję od kilku dni. Są to więc sprawdzone przepisy.

 Mgiełka lawendowa do twarzy / Tonik lawendowy

 
 

Ten kosmetyk ma działanie bakteriobójcze, polecany dla skór tłustych i trądzikowych. Działa lekko ściągająco. 

To bardzo dobry sposób na odświeżenie i nawilżenie twarzy. Jeśli mamy buteleczkę z atomizerem wyjdzie nam mgiełka do spryskiwania twarzy wiosną/latem. Mozemy wykonać też tonik do przemywania skóry. Proporcje są identyczne. 

Sposób wykonania:

  • 1/2 kubka wrzącej wody

  • 15 kropel gliceryny (do kupienia w aptece za ok 2 zł) – ma działanie nawilżające. 

  • suszona lawenda (do kupienia na doz.pl bodajże za 3,5 zł lub w sklepach zielarskich)

Do szklanki wsypujemy 2 łyżeczki suszonej lawendy, zalewamy wrzącą wodą i zostawiamy pod przykryciem na 20 minut. Kiedy napar naciągnie w szklance zobaczymy ciemny płyn (lakko brązowawy o przepięknym zapachu lawendy). Zostawiamy napar aby ostygł a następnie przelewamy go do butelki. Najlepiej by była to butelka z ciemnego szkła (do kupienia np. w aptece) lub ciemnego tworzywa. Dodajemy 15 kropel gliceryny (zbyt duża ilość gliceryny może spowodować lepkość) i wszystko mieszamy. Tonik jest gotowy! Jeśli przelejemy go do butelki z atomizerem możemy pryskać twarz lawendową mgiełką dla odświeżenia lub stosując glinki na twarz  – by nie zaschły. Polecam trzymać tonik w lodówce, wtedy dłużej nam posłuży i doskonale orzeźwi skórę z rana. Tonik polecam wykonywać na bieżąco, co 4-5 dni. 

Kąpiel lawendowa 

 
 
 

Do woreczka z organzy wrzuciłam garść suszonych kwiatów lawendy. Całość wrzuciłam do wanny z ciepłą wodą. Zapach lawendy rozniósł się po całej łazience, dzięki czemu kąpiel była bardzo relaksująca. To doskonały pomysł na spędzenie piątkowego wieczoru, kiedy chce się zapomnieć o stresach minionego tygodnia i odprężyć umysł. Woreczek z lawendą możecie  też umieścić pod prysznicem (pisałam o tym wyżej).

Maseczka lawendowa z glinką białą. 

 
 

Kwiatków lawendowych po wykonaniu toniku celowo nie wyrzuciłam, chciałam przygotować na ich bazie maseczkę do twarzy. Do mokrych jeszcze kwiatków dosypałam 2 łyżeczki glinki białej i powstałą gęstą papkę nałożyłam na 15 minut na twarz. Jak wiadomo biała glinka jest bardzo cenna, oczyszcza skórę, poprawia elastyczność, rozjaśnia i zwiększa przepływ tlenu. W połączeniu z lawendą działała dodatkowo odkażająco. Aby glinka nie zastygła zbyt szybko spryskiwałam ją tonikiem lawendowym wykonanym wcześniej. Maseczka przepięknie pachniała i była w 100% naturalna. 

Po zmyciu skóra była bardzo odświeżona ale nie wysuszona. Zauważyłam, że kilka niespodzianek na mojej twarzy zmniejszyło się i przyschło. Maseczka oczyściła moją skórę. Na pewno będę ją stosować częściej!

Dezodorant z olejkiem lawendowym – jeszcze nie próbowałam.

Przepis znalazłam TU

Składniki 

  • 6 łyżek stołowych sody oczyszczonej

  • 4 łyżki stołowe skrobi ziemniaczanej

  • 2 łyżki stołowe masła shea

  • 3-5 kropli witaminy E

  • 5-8 kropli olejku eterycznego z lawendy

Wykonanie:

Tłuszcz rozpuszczamy w zlewce umieszczonej w garnku z gorącą wodą. Skrobię mieszamy z sodą oczyszczoną w drugiej zlewce. Gdy tłuszcz się rozpuści i trochę ostygnie, przelewamy do zlewki ze skrobią i sodą, mieszamy aż do otrzymania gładkiej masy. Dodajemy witaminę E i lawendę. Ponownie mieszamy i przekładamy całość do słoiczka z ciemnego szkła. Taki dezodorant trzymam w łazience. Można ze słoika nabierać szpatułką i rozprowadzić palcami pod pachami. Bardzo go sobie chwalę, bo przynajmniej mam pewność, że nie dostarczam swojemu organizmowi niebezpiecznych substancji, którymi konserwowane są dezodoranty sprzedawane w sklepach.

Źródło

Zawarta w dezodorancie witamina E jest doskonałym antyoksydantem, ma działanie przeciwzapalne, łagodzi istniejące podrażnienia i działa konserwująco na kosmetyk. Z kolei lawenda posiada właściwości antybakteryjne.

Jak wam się podobają lawendowe kosmetyki? Wykonacie coś w domu?

Oczyszczająca maseczka do twarzy Prowansalska lawenda i jaśmin – Avon

Szczerze mówiąc nie lubię masek typu peel-off. Aplikacja jest nieporęczna, bo maska często niezbyt równo zastyga i gdy po jednej stronie już można ją ściągać, po drugiej jest jeszcze wilgotna. Ściganie maski zawsze sprawia mi trudność, bo nie udaje mi się zerwać jej w całości i potem gdzieś z włosów muszę wyciągać resztki maseczki. Poza tym efekt oczyszczenia czy nawilżenia  nie jest taki sam jak po maseczkach, które mają same się wchłonąć czy które zmywamy. Mimo tego, że maski peel-off nie należą do moich ulubieńców przychodzę z recenzją maseczki oczyszczającej – prowansalska lawenda i jaśmin z Avonu, a nuż ktoś się skusi.

Co na temat maski znajdziemy w sieci?

Urzekająca Prowansja pachnie lawendą i jaśminem… Ekstrakty tych kwiatów działają dobroczynnie na skórę a ich piękny zapach cudownie relaksuje. Wyciąg z lawendy odpręża napięte mięśnie, regeneruje skórę i łagodzi podrażnienia, a wyciąg jaśminu koi zmysły, redukując stres i wykazuje właściwości przeciwzapalne. 

Perłowa maseczka do twarzy typu `peel – off` doskonale oczyszcza cerę i pomaga zachować jej równowagę.

Cena/Pojemność: standardowo ok 30 zł w katalogu Avon, w promocji nawet po 9,99 zł /150 ml
Dostępność: katalog Avon, internetowe aukcje
Opakowanie:
Klasyczna miękka plastikowa tubka stojąca „na głowie”. Łatwo wycisnąć z niej kosmetyk, a przy końcówce także rozciąć. Zakrętka typu „klik” ułatwia aplikację.
Zawartość opakowania:

Maseczka ma gęstą konsystencję, ale jest też lejąca, jakby żelowa. Jest to maska perłowa, z mnóstwem maluteńkich drobinek. Zapach świeży, trochę morski (jakby lekko męski). Na skórze rozprowadza się łatwo, jest ciągnąca. Niestety nie mam kartonowego opakowania ze składem, ale wydaje mi się, że maska ma wysoko w składzie alkohol. (?)
Aplikacja maski:

Maseczka nałożona na twarz odbija światło i mamy wrażenie świecącej się skóry. Zastyga dość szybko, jednak gdy na którąś część twarzy nałożymy jej więcej nie zastygnie równomiernie i trzeba odczekać dłuższą chwilę by można było ją zdjąć. Gdy maska zastygnie podważamy ją od strony szyi i ściągamy od dołu do góry. Ja mam z tym zawsze problem, bo maska lubi się rwać i trzeba ją zeskubywać. Po zdjęciu maski otrzymujemy powłoczkę taką jak na zdjęciu poniżej.
Zdjęcie po lewej stronie: Maska świeżo po nałożeniu – skóra jest świecąca.
Zdjęcie po prawej stronie: Maska zaraz po zdjęciu z twarzy.
Plusy:
+ maska odświeża skórę
+ dzięki drobinkom skóra jest promienna i rozświetlona
+ maska ładnie pachnie
+ łatwo się ją aplikuje
+ jest łatwo dostępna, a cena promocyjna w niektórych katalogach jest bardzo zachęcająca
Minusy:

– moim zdaniem maska ma wysoko w składzie alkohol, który jest wyczuwalny zaraz po nałożeniu kosmetyku. Niestety nie posiadam kartonika ze składem więc jeśli się mylę – proszę o informację
– maska nałożona w nierównej ilości nie zastyga równocześnie, co wydłuża czas oczekiwania na zdjęcie maski
– podczas ściągania rwie się i często trudno ją wyskubać np. z okolic włosów
– nie oczyszcza tak dobrze jak np. maska z błota z Morza Martwego Avon czy maska z Tureckiej Łaźni także Avonu, którą również recenzowałam.
– jeśli maska nie zastygnie równo a zerwiemy część zaschniętą zmycie pozostałej warstwy zajmuje dużo czasu, bo maska jest śliska, lepka i trudna do zmycia. Trzeba ją praktycznie zdrapać z twarzy.
Maskę zużyję, ale nie jest to moje KWC ani produkt, po który chętnie bym sięgnęła ponownie. Jakie jest Wasze zdanie na temat tego produktu?

Kojący tonik z organicznymi ekstraktami z jagody i lawendy – Oriflame

Tonik, o którym będzie dziś mowa kupiłam po przeczytaniu zachęcającej recenzji na blogu Orlicy i bardzo pochwalnych komentarzy na wizażu (KWC). Czy i u mnie się sprawdził? Przeczytajcie!

Kilka słów od producenta:

W 100% organiczne ekstrakty z jagody i lawendy koją, orzeźwiają i
chronią skórę, łagodzą podrażnienia, nadają miękkość, przygotowują na
działanie kremu. Do wszystkich typów skóry. 

 
Skład:

Aqua, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Glycerin,
Phenoxyethanol, Imidazolidinyl Urea, Parfum, Panthenol, Sodium Citrate,
Methylparaben, Disodium Edta, Propylparaben, Ethylparaben, Lavandula
Angustifolia Extract, Linalool, Vaccinium Myrtillus Extract, Citric
Acid, Sodium Hyaluronate, Ci 17200, Ci 42090
Cena/ Pojemność: ok 10-13 zł za 150 ml
Dostępność: katalogi Oriflame, czasem Allegro
Plusy:
+ poręczne opakowanie, zmieści się w kosmetyczce podczas wyjazdów
+ ładny design opakowania – cieszy oko i ładnie prezentuje się na półce
+ przyjemny choć intensywny zapach, (na początku w ogóle mi się nie spodobał)
+ w miarę przystępna cena 
Minusy:
– tonik ściąga moją twarz i wysusza ją
– po zastosowaniu czuję bardzo krótkie ukojenie, potem piecze mnie skóra 
– nie zauważyłam ani oczyszczania ani nawilżania a jedynie podrażnienie.
Mimo, iż mam dobre chęci i zapach mnie zachęca do stosowania tego toniku, to jego właściwości zupełnie mi nie odpowiadają. Tonik powinien nawilżać, koić skórę po demakijażu, umyciu twarzy, a nie przyczyniać się do podrażnienia skóry. Na pewno nie kupię tego produktu kolejny raz.

Kojący krem do rąk lawenda i rumianek – Avon Naturals

Co jakiś czas w katalogu AVON
pojawiają się kremy do rąk z serii Naturals. Można wybrać spośród 3 – truskawka
i guawa, miód i mleko oraz lawenda i rumianek. Mam wszystkie 3 kremy, ale
truskawkę z guawą wspominam najgorzej. Zapachowo kompletnie mi nie podszedł
(KLIK). Teraz używam lawendy i rumianku, a w zapasach czeka mleko i miód.

Kilka słów od Producenta: Kojący
krem do rąk lawenda i rumianek, sprawia, że dłonie wydają się miękkie i
nawilżone, pozostawia na nich delikatny zapach.
Zastanawia mnie dlaczego
Producent napisał na opakowaniu, że po użyciu dłonie „wydają się być”, a nie
„są” miękkie i nawilżone… Czyżby sam miał wątpliwości co do działania kremu?
Ale do rzeczy!
Krem znajduje się w tubce o
pojemności 75 ml. Opakowanie jest niewielkie, poręczne, zamykane na „klik”.
Doskonale mieści się w torebce, łatwo można go zaaplikować na skórę również w
niewygodnych sytuacjach jak np. kierując samochodem.

Krem bardzo szybko się wchłania,
nie klei się, nie tłuści rąk. Od razu po aplikacji można przystąpić do pracy.
Uważam to za duży plus, krem dobrze się sprawdza w pracy biurowej, kiedy nie
chcemy pobrudzić dokumentów i nie mamy czasu na czekanie aż krem wsiąknie w
dłonie.

Co do zapachu… No właśnie tu mam
mieszane uczucia. Z jednej strony krem pachnie delikatnie i nie nachalnie w
porównaniu np. z truskawką i guawą, która przyprawiała o ból głowy. Z drugiej
jednak strony nie jest to zapach konkretny, pachnie pośrednio lawendą i
rumiankiem i żaden z zapachów nie przeważa. Nie mniej jednak zapach kremu jest
przyjemny, a lekko fioletowy kolor cieszy oko.
Krem kosztuje ok. 5 zł za 75 ml,
więc cena nie jest wygórowana.
Skład kosmetyku:

Jeśli krem pojawi się w katalogu,
to z pewnością zakupię go ponownie, bo w pracy biurowej jest niezastąpiony.
Ciekawi mnie także wersja miód i mleko i mam nadzieję, że szybko uda mi się ten
kremik zrecenzować.

© 2018 WIELKI KUFER

Theme by Wielki KuferUp ↑

Facebook