Czy naturalne kosmetyki mogą nas rozczarować? Dwa naturalne kremy, które mnie zawiodły

Kosmetyki naturalne to obecnie chyba najszybciej rozwijająca się gałąź w branży kosmetycznej. Nie ma dnia, żeby nie powstawała nowa marka kosmetyków naturalnych, nowy naturalny produkt czy przepis na naturalną pielęgnację urody. Wszyscy z wypiekami na twarzach śledzimy nowe produkty, trendy i raczkujące manufaktury. Wszystko fajnie, ale czy rzeczywiście naturalne kosmetyki są tak idealne, że nic nie może nas w nich  rozczarować?

Naturalną pielęgnacją interesuję się od dawna. Dogłębnie czytam składy kosmetyków, kupuję półprodukty by sama kręcić kosmetyki. Kupuję też gotowe produkty naturalne. Zazwyczaj jestem zadowolona ze swoich zakupów. Moja pielęgnacja jest właściwie w 100% naturalna i dobrze przemyślana. Zanim zdecyduje się na zakup czegokolwiek – czytam skład i opis danego produktu. Nie kupuję na „hura”, bo jakaś marka wypuściła coś nowego, co muszę koniecznie przetestować. Dzięki temu wiele rozczarowań mnie omija, ale jednak nie mogę powiedzieć, że wszystkie naturalne kosmetyki są świetne.

W ostatnim czasie natknęłam się na dwa kosmetyki, które zupełnie się u mnie nie sprawdziły.

 

Kosmetyki naturalne, które mnie rozczarowały:

Do kosmetyków, które mnie rozczarowały mogę zaliczyć 2 kremy z wyższej półki cenowej wśród kosmetyków naturalnych.

Krem do twarzy przeciwzmarszczkowo-wygładzający Harmonique

 

Ten krem był w jednym z pudełek Naturalnie z pudełka. Reklamowany jako bardzo skuteczny, o działaniu przeciwzmarszczkowym i wygładzającym,  z ekstraktem z cebulek z krokusa, papai i olejem Camellia Kissi. Cena na stronie producenta to 85 złotych, uważam, że dość sporo. Zamawiając pudełko wiedziałam, że ten krem tam będzie i zdążyłam przeczytać obietnice producenta. Wszystko wskazywało na to, że krem fajnie będzie współgrał z moją skórą, a jednak…

Za co polubiłam krem przeciwzmarszczkowo-wygładzający Harmonique?

  • delikatny słodko-kwiatowy zapach, który uprzyjemniał mi dzień o poranku
  • opakowanie z dozownikiem – lepsza higiena i aplikacja kosmetyku
  • lekka konsystencja

Co mnie do niego zraziło?

  • krem nałożony na skórę dawał uczucie lepkości przez cały dzień. Nie wchłaniał się całkowicie, cały czas czułam taką warstewkę na skórze. Może osoby ze skórą suchą zaakceptowałyby ten stan, ja jako posiadaczka cery mieszanej nie mogłam tego przyjąć. Zapewne winna jest temu gliceryna, która zajmuje aż 3 miejsce w składzie.
  • nie podoba mi się też skład kosmetyku. Nie to, że jest zły, ale uważam, że za cenę 85 złotych można wymagać więcej niż wody i gliceryny na początku w składzie. Masło shea zajmuje dopiero 6 miejsce, a olej Camellia Kissi 7.  Tak reklamowany ekstrakt z krokusa, papai są dopiero bliżej końca składu. Trochę mnie to rozczarowało.

Krem nie zrobił mi krzywdy, ale był takim zwykłym kremem bez szału. Zniechęcił mnie do niego stosunek jakości (składu) do ceny. Za 85 złotych można kupić bardzo dobrej jakości serum czy krem napakowany dobrymi składnikami. Gliceryna jest tania i mimo, że jej nie neguję w kosmetykach, to nie chcę za nią płacić jak za zboże.

Krem ultranawilżajacy – Resibo

 

Kosmetyki Resibo dopiero poznaję. Spotkanie z kremem pod oczy było rewelacyjne, więc zapragnęłam poznać inne kosmetyki tej marki. Podczas wyprzedaży kosmetyków w sklepie Grota-Bryza skusiłam się na krem ultranawilżający. Liczyłam na delikatną emulsję, która w mgnieniu oka wchłonie się w skórę. Zakupy robiłam na szybko, bo w związku z wyprzedażą i dużym rabatem -60% zasoby magazynu topniały w szybkim tempie. Nie miałam za bardzo czasu na zapoznanie się z obietnicami producenta, jednak uznałam, że skoro z kremu pod oczy Resibo byłam bardzo zadowolona, to z tego ultranawilżającego również będę.

Bardzo podoba mi się sposób pakowania kremów w Resibo. Kartonowe tuby robią efekt <wow>, ale zaraz przechodzi mi przez głowę myśl, że to takie nieekologiczne. Z drugiej strony lepsza papierowa tuba niż owijanie kartonika folią.

 

Wracając do kremu,

Za co polubiłam krem ultranawilżajacy od Resibo?

  • zgrabne opakowanie z dozownikiem dla lepszej aplikacji i higieny kosmetyku
  • spodobał mi się zapach kremu. Jest inny, taki ziołowy z przebijającą nutą przypraw (?). Zapach przypomina mi podróż poślubną do Maroko. Była to jedna z lepszych wycieczek w moim życiu, dlatego też zapach kremu bardzo mi się podoba.
  • zawiera filtr SPF 10 – to mało jak na lato, ale lepsze to niż nic, bo ja i tak stosuję dodatkowo filtry SPF 50.

Co mnie do niego zraziło?

  • tak jak w przypadku kremu od Harmonique zraził mnie tu skład. Na 3 miejscu jest talk (!), często uważany za szkodliwy. Mimo iż jest to minerał z grupy glinokrzemianów i występuje naturalnie w przyrodzie, stosowany nieodpowiednio lub w dużych dawkach może zapychać skórę. Na stronie producenta przeczytałam obszerną informację o tym, dlaczego został zastosowany talc.

Dlaczego w składzie kremu ultranawilżającego Resibo jest talk?

Talk w kremie ultranawilżającym jest składnikiem filtra mineralnego. Im mniejsza cząsteczka filtra, tym jego większa skuteczność (szczególnie, jeśli chodzi o UVA), ale jednocześnie większe ryzyko przenikania w głąb skóry. Dlatego firma, która jest producentem tego surowca (japoński producent) oblepiła większe cząsteczki talku nano cząsteczkami dwutlenku tytanu. Skuteczność takiego filtra jest porównywalna z filtrami nano, ale są to na tyle duże agregaty, że nie przenikają w głąb skóry.

A więc talk w kremie ultranawilżającym jest dodatkiem składającym się na agregat z filtrem UV (dwutlenek tytanu). Ułatwia on także rozprowadzanie i zmniejsza bielenie. Co więcej, znacząco ogranicza potrzebną do określonej ochrony UV ilość filtra mineralnego, który zapychałby zdecydowanie mocniej.

Średnia wielkość agregatu odpowiada wielkość zmikronizowanego talku o super jakości, a od przeciętnego talku są to około 30 razy (do ok. 200 razy przy gruboziarnistym talku) mniejsze cząsteczki. Oczywiście im mniejsza cząsteczka, tym mniej zapycha. Dlatego ten filtr nie będzie tak bardzo zapychał, jak uczyniłby to zwykły talk.

Podsumowując – jednym z naszych priorytetów przy tworzeniu całej serii była ich niekomedogenność, czyli „niezapychanie” porów, zatem talk zastosowany w kremie ultranawilżającym to składnik najwyższej jakości o najniższej możliwej strukturze cząsteczkowej, tak aby całkowicie wyeliminować efekt zapychania.

Najgorsze jednak było to, że

  • krem bieli twarz i Resibo tłumaczy to obecnością talku. Ja na co dzień nie używam podkładów, więc ten efekt białej twarzy jest mocno irytujący. Mąż kilka razy zwrócił mi uwagę, że mam coś białego na twarzy, więc nawet przy ograniczaniu ilości kosmetyku na skórze to bielenie występuje. Efekt białej twarzy mocno mnie zirytował i to chyba wpłynęło na negatywną opinię o kremie.

Żałuję, że informację o zawartości talku w tym kremie przeczytałam w internecie dopiero po fakcie. Nie zdecydowałabym się na zakup, z uwagi na obecność tego składnika w kremie, oraz na fakt, że krem bieli ( na stronie Resibo, również jest ta uwaga). Krem na szczęście znalazł już nowego użytkownika, stąd w poście zdjęcie z internetu.

Na pewno jednak nie zrażam się do marki Resibo i będę dalej próbować ich kosmetyków, bo krem pod oczy jest genialny i myślę, że wiele innych kosmetyków z tej marki zrobi na mnie duże wrażenie.

Jeśli znacie kosmetyki Resibo, to chętnie poznam wasze opinie, co warto kupić. Podzielcie się w komentarzu informacją który kosmetyków z tej firmy zrobił na nas pozytywne wrażenie.

Jeśli zaś chodzi o tytuł postu:

Czy naturalne kosmetyki mogą nas rozczarować?

Oczywiście, że tak! Są to takie same produkty jak każde inne. Każdy człowiek ma inne potrzeby, wymagania i oczekiwania. U jednego coś spisze się w 100%, a inny konsument będzie niezadowolony. Dlatego też warto czytać opisy producentów i skład, żeby wiedzieć czego możemy się spodziewać. Warto też czytać opinie innych ludzie, ale na pewno nie polecam ufać im w 100%. Coś co sprawdzi się u Kasi czy Ani, może zupełnie nam nie podejść i na odwrót.

To tyle jeśli chodzi o kosmetyczne rozczarowania. Dwa produkty to naprawdę niewiele w porównaniu z tym, ile jest kosmetyków, które bardzo lubię. Już przygotowuję wpis o kosmetycznych ulubieńcach ostatnich miesięcy, także spodziewajcie  się niebawem wpisu.

Ps. A może także macie naturalne kosmetyki, które was rozczarowały? Co to było? Dlaczego się nie polubiliście?

  • Dzisiaj opublikowałam post o bublach i jeden z nich to właśnie kosmetyk naturalny.
    I wiadomo, że naturalne kosmetyki mogą rozczarować – mają wbrew pozorom sporo wad, a poza tym to produkty jak każde inne, nie ma rzeczy uniwersalnie idealnych 🙂

  • Z Resibo prócz kremu pod oczy najbardziej lubię też olejek do demakijażu 🙂

    • Mam w zapasach balsam do ciała z Resibo, olejku nie znam. Może kiedyś się na niego skuszę.

  • Iw naturalnych kosmetykach trudno jest mi dobrać coś dla siebie.

  • Btw. Strasznie wadzi u Ciebie ten zjeżdżający pasek Facebooka po lewej 😋

  • Niektore kosmetyki/firmy z przedrostkiem naturalne są kompletnie niedopracowane. Wiem ponieważ żona też testuje różnorakie wynalazki i często jest zawiedziona 😉

    • Teraz jest taki boom na to co naturalne. Pewnie tez trochę czego innego oczekujemy od kosmetykow naturalnych niż od tych konwencjonalnych. Naturalne kosmetyki dają czesto efekt po dłuższym czasie a chcemy widzieć efekty od razu.

  • Holly Lu

    A ja zaczełam kosmetyki robić sama. Może dojdę i do kremów.

    • W mojej zakładce przepisy na naturalne kosmetyki jest kilka przepisów na kremy, może kiedyś się skusisz na nie 🙂

  • Oj mogą i to chyba częściej niż te nienaturalne.. przynajmniej u mnie tak było 🙁
    Ostatnim bublem okazał się naturalny dezodorant.

    • Z jakiej firmy używałaś naturalnego deo? Ja próbowałam z wielu firm i mam wiele doświadczeń. Jedne z nich były kompletnymi bublami inne miło mnie zaskoczyły.

Facebook
Przeczytaj poprzedni wpis:
Kosmetyczne must have czyli 5 super gadżetów z Flying Tiger, które musisz mieć

Flying Tiger to sklepy z gadżetami i artykułami do dekoracji i wyposażenia domu. Coś jak sklepy za 5 czy 10...

Zamknij