Podsumowanie lipca – ciekawa książka, inspirujący blog, moja droga do luksusowego minimalizmu.

Podsumowanie lipca – ciekawa książka, inspirujący blog, moja droga do luksusowego minimalizmu.
Już mamy sierpień! Gdzie ten czas tak pędzi? Zanim się obejrzymy zacznie się jesień, a wraz z nią coraz krótsze i bardziej pochmurne dni. Dziś chciałabym podsumować lipiec, bo wydarzyło się dużo ciekawych rzeczy i znalazłam w sieci interesujące miejsca. Może was czymś zainspiruję?
Ciekawa książka
Lipiec minął pod hasłem deszczowej pogody. Bardzo współczuję wszystkim turystom, którzy wydali duże pieniądz by wypocząć nad Bałtykiem, a tymczasem musieli przez część urlopu chodzić z parasolem. Niestety pogoda płata nam figle, najczęściej właśnie wtedy, kiedy najbardziej zależy nam na słońcu i wysokiej temperaturze. Ja na pogodę nie narzekam, wraz z początkiem lipca weszłam w 30 tydzień ciąży i bardzo mi taka pochmurna pogoda pasuje. Łatwiej się odpoczywa, nie męczę się, nic mnie w taką pogodę nie boli, a wręcz przeciwnie takie pochmurne dni wyzwalają we mnie pokłady energii. Mimo wszystko staram się dużo odpoczywać i zawsze wtedy towarzyszy mi książka. Obecnie czytam pełną humoru książkę o przewodzie pokarmowym, jelitach i trawieniu. Blee, powiecie, czym się tu podniecać?! Oj jest czym! Uwierzcie mi. 
„Historia wewnętrzna” Giulii Enders to książka medyczna ale napisana bardzo prostym i przystępnym językiem. Autorka w bardzo ciekawy sposób przeprowadza czytelnika przez cały proces trawienia, w zabawny sposób opowiada o ślinie, kosmkach jelitowych, pokarmach, które spożywamy. Wiedza medyczna idzie w parze z anegdotami i śmiesznymi rysunkami, więc nie ma tu mowy o nudzie czy tylko suchych faktach. Moim zdaniem książka jest bardzo na czasie, szczególnie dla tych osób, które interesują się zdrowym odżywianiem, medycyną funkcjonalną i tzw. superfood. Więcej o książce napiszę na pewno w osobnym poście, bo chcę poświęcić tej pozycji nieco więcej miejsca. Jeśli i was interesuje ta tematyka zajrzyjcie do bibliotek albo na aukcje internetowe. Tam książka jest dostępna bez problemu. Mnie do lektury tej pozycji skłoniło czerwcowe spotkanie z Katarzyną Wojdą podczas Festiwalu Kobiecości. O tym pisałam w tym poście – KLIK
Ciekawy blog
Zupełnie przez przypadek w lipcu znalazłam świetny blog. Uwielbiam te sytuacje, kiedy szperając w Internecie nacisnę jakiś przycisk, wpiszę jakieś hasło i voila! moim oczom ukazuje się super świetna strona, której wcześniej nie znałam. Tak właśnie było i w tym przypadku. Czary – mary i moim oczom ukazał się blog Na nowo śmieci. Jest to blog upcyclingowy czyli strona poświęcona nadaniu „śmieciom” drugiego życia. Autorka – Julia w doskonały sposób podpowiada jak nadać drugie życie starej koszulce, jak zrobić etui na pędzle z maty bambusowej czy jak odnowić stare buty. Dziewczyna ma mnóstwo świetnych pomysłów na DIY oraz przybliża czytelnikom prawdziwe, często niestety smutne fakty z wysypisk czy kontenerów na ubrania. Bardzo polecam jej stronę!
Mój minimalizm
Od jakiegoś czasu zauważyłam, że mam potrzebę życia lepiej ale skromniej. Nazwałabym to luksusowym minimalizmem. Lipiec był w tym kierunku bardzo przełomowy. Do tej pory mogłabym określić siebie jako zbieracza, chomika, bo uwielbiałam zbierać wszystko na „ciężkie czasy”. To zaowocowało mnóstwem rzeczy – kosmetyków, ubrań, biżuterii, dodatków, książek i wszystkiego co można nazwać określeniem „przydasie”. Niestety część z tych rzeczy wcale nie była dobrej jakości. Wiecie tandetna plastikowa biżuteria, ubrania, w których nie czuję się do końca komfortowo, kosmetyki o słabym składzie itp. Niby mi to przeszkadzało, nie używałam tych rzeczy, ale też nie miałam na tyle odwagi by się ich po prostu pozbyć. Nie wiem czy to pod wpływem ciąży czy przeprowadzki do nowego M czy też pod wpływem książek i blogów o minimalizmie, mój punkt widzenia znacznie się zmienił. Z początku było mi niesamowicie trudno przełamać się i zacząć ogarniać przestrzeń. Szaleństwem wydawał mi się program, który wymyśliła Bogusia z bloga Piękno i minimalizm, a polegał on na wyrzucaniu codziennie/co tydzień/co miesiąc niepotrzebnych rzeczy. Bogusia opisywała to m.in w tych postach: 

Pozbądź się 365 rzeczy w 365 dni.

Myśląc sobie o takiej czystce czułam podekscytowanie, bo oczami wyobraźni widziałam ten ład, porządek i tylko rzeczy, które lubię, w których wyglądam jak milion dolarów, ale jednocześnie czułam zagubienie, bo nie wiedziałam od czego zacząć. I tak z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc podchodziłam do tematu jak pies do jeża, bo niby chciałam coś zmienić, ale może szkoda wyrzucać te kosmetyki, moda wraca i może założę ten sweter… Rozumiecie o co chodzi, prawda? Jednak przeprowadzka do nowego M coraz bliżej i jak to mówią to najlepszy moment na zmiany. Nowe, czyste mieszkanie to miejsce tylko na potrzebne i piękne rzeczy, a nie na graty i przydasie. Decyzja o czystce dojrzewała we mnie coraz bardziej, bo zaczęłam sobie wyobrażać jak zagracę nowe mieszkanie ciągnąc ze sobą wszelkie dobra nagromadzone przez ten czas. Bałam się tego chaosu i mnóstwa rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebuję. Przełamałam się w końcu i pewnego lipcowego dnia pozbyłam się części niepotrzebnych rzeczy. 
To był impuls i  na pierwszy rzut poszły 3 ogromne worki ubrań, których już od dawna nie noszę. Ubrania na pewno przydadzą się potrzebującym, a ja przetarłam szlak w drodze do luksusowego minimalizmu. Nie jest to łatwe, ale zawsze w chwilach zwątpienia myślę o nowym mieszkaniu i o chęci by panował tam ład i porządek. Bardzo zależy mi na tym, by w szafach były tylko rzeczy, które noszę i w których wyglądam naprawdę dobrze. W łazience czy na toaletce mają znaleźć się tylko kosmetyki, których chcę używać, a nie przypadkowe kremy czy toniki, bo szkoda ich wyrzucić. Nazwałam to drogą do luksusowego minimalizmu, bo chcę posiadać jedynie rzeczy wartościowe, dobrej jakości i takie, które upiększają moje życie. Mam ochotę na więcej i już szykuję kolejne rzeczy do oddania, wyrzucenia, sprzedania.
Jak minął wasz lipiec? Co ciekawego się u was wydarzyło? 
(Visited 82 times, 1 visits today)



Facebook