Zużycia styczniowe część pierwsza

Ufff, w końcu pozbędę się tych pustych opakowań 😉

1) Balea, żel pod prysznic figa&czekolada – pisałam o nim tutaj – Poniedziałek na słodko cz.3 – Balea żel pod prysznic figa i czekolada 
Zdecydowanie kupię ponownie. ( a w sumie już kupiłam i kilka sztuk w zapasie czeka 😉

2)Balea, żel pod prysznic wiśnia&migdał
za zapachem wiśni nie przepadam, dlatego początkowo nie ciągnęło mnie
do tego żelu. Ale jak kupiłam to przepadłam. Jeśli chodzi o jego
właściwości to odczucia mam takie same jak przy żelu figa&czekolada.

3)Nivea, żel pod prysznic Happy Time-
pożegnałam się już dawno z myślą, że ten żel da się gdzieś jeszcze
dostać, a tutaj niespodzianka! Ma w sobie olejek z moreli (co przy
żelach takich firm jak Nivea jest miłą niespodzianką) Nie wysusza, nie
dostrzegam żadnych minusów. A zapach- cudowny. Miałam kiedyś morelowy
żel z Yves Rocher i jego zapach wypadał słabiej.

4) Radox, płyn do kąpieli Muscle Soak
– na początku mi się podobał, potem mi się nudził, doceniłam go dopiero
pod koniec opakowania. W składzie ma sól morską, olejek szałwiowy.
Pachnie nie tylko w opakowaniu, ale i po wlaniu do wanny. Powinien być
to standard, ale niestety nie jest. Niektórych płynów to trzeba by wlać z
200 ml, żeby dobrze czuć zapach.
Nie zauważyłam przesuszenia skóry (ale dolanie olejku do wanny nigdy nie zaszkodzi)
Czy kąpiel z nim sprawia przyjemność po ciężkim dniu? Tak, sprawia- jak zresztą każda kąpiel z naturalnymi olejkami eterycznymi.

5)Radox, płyn do kąpieli Sleep Easy-
sytuacja podobna jak z płynem Muscle Soak, ten produkt także doceniłam
pod koniec opakowania. W składzie mamy ekstrakt z jaśminu i ekstrakt z
rumianku.
Zapach nie jest dusząco orientalny ( co się zdarza w produktach z
jaśminem) ani zbyt słodki. Mnie się podoba ( z tym, że bardziej widzę go
na letnie wieczory niż zimowe) Także pachnie wyraziście po wlaniu do
wanny.
Czy pomaga w zasypianiu? Troszkę tak (możliwe, że na zasadzie- wierzę,
że pomaga- to pomaga) Lepszy efekt daję kąpiel z olejkiem eterycznym
lawendowym. Ale lubię odmianę, więc kupię ponownie- nie da się tylko
lawendą żyć 😉

6) Tabaiba, żel aloesowy-
nie jest to mój żel aloesowy numer jeden (jest nim żel Calmaloe z
ekstraktem z rumianku i innymi ekstraktami). Lubię żele aloesowe –
oczywiście te dobre, nie te udawane, bo i takich nie brakuje. Często w
składzie mamy wodę, cuda na kiju, a aloesu tyle co nic.
Tutaj mamy tylko aloes, odrobinę glikolu propylenowego i witaminy.
Produkt ten ma niezliczone ilości zastosowań- można dodać do szamponu,
maski odżywki, dolać do kąpieli, jest świetny po opalaniu. Trzeba tylko
pamiętać, że sam aloes solo na dłuższą metę nie służy- skóra potrzebuje
nie tylko nawilżaczy, ale i emolientów i humeknatów.
Jesteście zainteresowani postem o aloesie? O tym jaki kupić i jakie ma zastosowania?
Bo to temat na zdecydowanie dłuższą wypowiedź.

7)Bielenda, olejek do kąpieli cynamom i pomarańcza-
dzięki zawartości naturalnych olejków eterycznych dobrze rozgrzewa
(pamiętajmy tylko, że nie wolno tuż po przyjściu z mrozu wskakiwać od
razu do gorącej kąpieli) Nie wiem czemu produkt nazywa się olejkiem, dla
mnie to płyn do kąpieli. Nie widzę w składzie olejku cynamonowego, mamy
za to olejek z sosny.
Nie wysusza- co zawdzięcza m.in zawartości żelu aloesowego. Jak pachnie?
Pomarańczą z cynamonem zgodnie z nazwą, ale cynamon jest jakiś
zwietrzały (co dla mnie jest plusem)

8)Nivea, żel pod prysznic lemon&oil
o zapachu trawy cytrynowej- kiedyś mi ten produkt w miarę odpowiadał, a
teraz ledwo go zużyłam. Nie jest jakiś szkodliwy dla skóry, nie jest
tak że nie domywa. Po prostu wzięcie prysznica z jego udziałem nie
sprawia przyjemności. Nie podoba mi się konsystencja, zapach też nie
zachwyca. Wolę sobie dolać oliwy z oliwek do jakiegoś innego żelu pod
prysznic.

9)Bielenda, sexy look jędrny biust
mój ulubiony produkt do biustu, zdecydowanie kupię ponownie. Oczywiście
nie liczę na żadne powiększenie się biustu, bo inaczej wylądowałby na
czarnej liście. Dobrze napina skórę biustu, regularnie stosowany
sprawia, że biust jest bardziej uniesiony i kształtny. Do tego ma
niewysoką cenę. Polecam.

10)Yves Rocher, płukanka octowa z malinami-
polubiłam ten produkt. Czy kupię ponownie? jeszcze nie wiem. Teraz będę
testować płukankę Marion, jeśli wypadnie tak samo dobrze to pozostanę
przy tej tańszej, czyli Marion właśnie. Zaznaczam jednka na zielono, bo
produkt przypadł mi do gustu.
Włosy po niej przyjemnie pachną, są wygładzone, bardziej błyszczące. 
Uwaga tylko na stosowanie po odżywkach proteinowych- można sobie zrobić
siano z włosów.

Historia:
Zdecydowanie kupię ponownie (czyli wielcy ulunieńcy)

Kupię ponownie

Nie wiem czy kupię ponownie (brak zastrzeżeń, ale też brak wielkich zachwytów)

Nie kupię ponownie

Zdecydowanie nie kupię ponownie  (czyli produkty, które zaszkodziły mojej skórze)

http://pudelko—czekoladek.blogspot.com/

(Visited 11 times, 1 visits today)



Facebook